Browerowy Bornholm

Baza wypadowa

Zatrzymaliśmy się w jednym z domków do wynajęcia w miejscowości Snogebæk.IMG_7971To mała mieścina położona na południowo-wschodniej części wyspy jakieś 2-3 km od Nexo, do którego kursują promy z Kołobrzegu. Jest to bardzo dobra baza wypadowa. Plaże w tej części wyspy słyną z drobnego piasku oraz dobrych łowisk. Jednocześnie jest stąd względnie blisko do większości atrakcji wyspy. Jedynie do zamku Hammershus trzeba przedostać się na przeciwległy skraj Bornholmu. Miasteczko jest małe i przyjazne, znajdziemy w nim jedną z najsłynniejszych na wyspie manufaktur czekolady, uznaną lodziarnię, sporo kramów z pamiątkami itp.

Niestety, ceny na Bornholmie potrafią sprawić, że nasz budżet szybko stopnieje. Nie udało mi się ustalić od czego one zależą. Lody i słodycze są bardzo drogie (bez względu na to, czy miejscowe czy z kontynentu). Przykładowo ceny lodów zaczynają się od około 30 DKK za kulkę (co prawda kulki są ogromne, a cena nie rośnie liniowo, bo za trzy zapłacimy koło 45 DKK ale to i tak dużo jak za lody) lub około 20 DKK za rożek od Frisko – miejscowego odpowiednika Algidy.IMG_8343 Alkohol również nie jest tani. Za butelkę byle jakiego lagera zapłacimy kilkanaście czy nawet dwadzieścia koron. W restauracjach jest oczywiście odpowiednio drożej – jakieś 30 DKK). Część towarów, takich jak pokale lokalnego browaru są w cenach nawet porównywalnych z naszymi, ale inne np. ciepłe skarpety kosztują krocie. Dobrym rozwiązaniem jest kupowanie produktów w supermarketach. Jeden jest na miejscu, a najbliższe Netto (czyli market najpopularniejszej na wyspie sieci) znajduje się zaraz przy wyjeździe z Nexo. Warto też brać wielosztuki.

Na całej wyspie wzdłuż ścieżek rowerowych biegnących koło gospodarstw spotkamy kramiki z wystawionymi dobrami wszelakimi, oznaczone flagami Danii. Kramików tych nikt nie pilnuje. Znajduje się przy nich jedynie skarbonka, do której należy wrzucić należność podaną przy każdym produkcie. Podobnie sprawa się ma w marketach. Często przed nimi spotkamy towary wystawione w ramach promocji. W celu nabycia towary te należy zabrać ze sobą do kasy wewnątrz sklepu.IMG_8337 Przy każdym markecie znajduje się również automat odbierający butelki (wszystkie: plastikowe, szklane a nawet całe kraty z butelkami po piwie – nie testowaliśmy ale widzieliśmy jak oddają je miejscowi) i wydający w zamian paragony ze zwrotem kaucji, do użycia w obrębie danego miasteczka (także uważajcie gdzie zwracacie butelki). Tak jak kramów nikt nie pilnuje tak i normą jest zostawienie roweru czy sprzętu plażowego bez opieki. Jeśli ktoś się przypina to na 90% jest naszym rodakiem, który nie przywykł jeszcze do realiów wyspy :).

Jeśli chodzi o same domki, to są naprawdę w świetnym standardzie (basen, sauna, jacuzzi – jeszcze stołu bilardowego mi brakowało) a cena, po rozbiciu na odpowiednią liczbę osób, nie wychodzi bardzo zabójcza.

Trasy Rowerowe

Bornholm, to mekka rowerzystów.  Tyle o nim wiedzieliśmy płynąc tam. Oczywiście doczytałem jeszcze gdzie znajdę dobre piwo oraz na jakie ryby się próbować zasadzać. Ale właściwie był to dla nas wypad w nieznane. O tym, że z tą mekką, to święta prawda mieliśmy okazję przekonać się zaraz po zejściu z promu kiedy wsiedliśmy, z sakwami, na rower.IMG_7958 Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to pasy rowerowe przy każdej widzianej w mieście ulicy. Z pasów tych zjechaliśmy na dwupasmową prowadzącą przez las ścieżkę rowerową. Przed każdym skrzyżowaniem z ulicą znajdowały się dwa ustawione na zakładkę szlabany zmuszające do zwolnienia i przejechania między nimi zygzakiem. Szlabany te były widoczne z dużej odległości także było wystarczająco czasu by zwolnić. A nawet jakby ktoś nie zdążył szlaban by się odchylił pod naciskiem roweru. Ciekawe, że u nich się tak da, a u nas stawiają nieruchome słupki zagrażające życiu i zdrowiu, do tego słabo widoczne. Kolejną ciekawostką, którą spotkaliśmy na pierwszej wycieczce były zewnętrzne ronda dla rowerzystów. Na każdym takim rondzie mieliśmy pierwszeństwo. Do tego, każdy kierowca widząc rowerzystów, z uśmiechem (bynajmniej złośliwym) ich przepuszczał. Mnie najbardziej urzekł kierowca autokaru, który pozwolił nam przejechać całą kolumną i cierpliwie czekał, aż przejedzie jej ogon mimo, że próbowaliśmy go puścić w środku. Na całej wyspie są równoległe (no nie zawsze, czasem jedzie się zygzakami między polami, kiedy szosa prowadzi wzdłuż brzegu) do każdej szosy ścieżki rowerowe.

Jeszcze zanim dopłynęliśmy spotkałem się z opinią, że wyspę można objechać w dzień czy nawet 8h. Wydaje mi się to możliwe. Tylko nie widzę w tym celu, bo żeby to zrobić trzeba było by jechać stałym tempem po bardzo nierównym terenie i nie zatrzymywać się na żaden postój. Czyli zmęczyli byśmy się mocno i nic nie zwiedzili. Co do ciekawych tras, to nie będę tutaj ich opisywał, bo właściwie cała wyspa jest warta zwiedzenia i zewsząd da się w przeciągu jednego dnia (skoro można objechać całą) dojechać w każde inne miejsce i wrócić. Na pewno warto zwiedzić wszystkie miasteczka choćby przelotnie (każde ma inny charakter), zamek Hammershus, rybny bufet w Gudhjem, browar w Svaneke, winnice niedaleko Pedersker, działa nabrzeżne w Dueodde, plaże na południowo-wschodniej stronie wyspy (z których piasek wedle popularnej opinii jest świetną pamiątką w wypadku wydania wszystkich pieniędzy), hutę szkła pod Gudhjem i rezerwat na środku wyspy. Godny polecenia i unikalny jest również Park Motyli w Nexo. IMG_8568 Na pewno pominąłem wiele ciekawych miejsc dla tego polecam by każdy przejrzał przewodnik pod swoim kątem. Mogę tylko podsumować, że miejscowi z wszystkiego robią atrakcję turystyczną. Jeśli w miasteczku są trzy popsute ciągniki, to będzie tam muzeum ciągników, jeśli dwa wagoniki kolejki i stacja to będzie muzeum kolejki bornholmskiej. Z tego względu w każdym mieście znajdziemy: manufakturę cukierków, czekolady, mini hutę szkła, tradycyjną lodziarnię, wędzarnie… Niektóre z tych miejsc wyróżniają się na tle innych i są znane na całą wyspę tak jak wspominane huta szkła pod Gudhjem, czy wędzarnia w samym Gudhjem.

Piwo

Na wyspie znajduje się duży browar. Co samo w sobie ciekawe nie jest, tak samo  jak fakt, że znajduje się na niej również browar restauracyjny. Ciekawie zaczyna się robić gdy dowiemy się że właścicielem obydwu jest ta sama osoba. Ale tym co naprawdę jest ciekawe to to że browar ten (a właściwie browary) można zupełnie serio nazwać rzemieślniczym. Warzy się w nim wiele piw sezonowych, „specjalnych” oraz często eksperymentalnych. To co mnie urzekło, gdy znalazłem o tym informacje na ratebeerze to fakt uwarzenia piwa nazwanego: Svaneke Chmielowe Piwko Lubelskie IPA i opisanego:

Na zdrowie! Byen Lublins byvåben består af en vinstok og en gedebuk, men våbnet kunne lige så godt være pyntet med en humleranke, for Lublin området er kendt som Polens svar på den tjekkiske Saazregion. Lublin og Saaz humle ligner endda hinanden til en vis grad i smagen (fyrrenåle), men Lublineren har derudover nogle delikate nuancer af blomster og urter. Vi har brugt 12 kg Lubliner humle til 1000 liter af denne Ale og mener selv at have skabt en slags polsk IPA. For at gøre historien rund, så har brygmesteren oven i købet gnasket et helt glas polsk surkål under brygningen. Hvabehar?

Nie przetłumaczę, bo po Duńsku wiem tylko co znaczy øl (no i może kilka innych podstawowych wyrazów), ale google translate daje radę na tyle, by wiedzieć o co chodzi :P. Piwo to raczej dobre nie było ale dowodzi chęci eksperymentów i pozytywnego stosunku do Polaków.

Odwiedziwszy browar restauracyjny Svaneke, nie omieszkałem na dobry początek spróbować wszystkiego co mieli na kranach.IMG_8095 Niestety nie znalazłem w karcie czegoś takiego jak deska piw (w internecie są jakieś stare zdjęcia ludzi z deseczkami ale na ich stronie również nic o tym nie ma), więc zamówiłem po 0,1 l każdego, co niestety mocno zabolało moją kieszeń (biorąc pod uwagę ceny na wyspie i nieproporcjonalność cen zerojedynek do większych objętości była to najdroższa „deska” w moim życiu). Do spróbowania dostałem Pilsner’a, Sommer Pilsner’a (czymkolwiek jest), Classic’a (o tym później), Blond’a (który okazał się weizenem), Mork Guld’a (dunkel), Brown Ale’a (to chyba też lubiany tu styl), Stærke Preben’a (dopplebock) i Stout’a. Restauracja była tylko małym fragmentem planu zwiedzania miasta, a my mieliśmy za sobą przejażdżkę po polach w pełnym słońcu, także odpuściłem sobie robienie skrupulatnych notatek i doszukiwanie się każdej wady pitych piw. Wypite na rozgrzewkę pilsy i lagery nie przejawiały jakiś wyraźnych wad. Blond, który wzbudził nasze zdziwienie smakując jak weizen, był naprawdę dobry (w wersji butelkowej kilka dni później niestety już nie zachwycił). Brown Ale i Dunkel jako, że nie należą do moich ulubionych stylów przeszły jakoś bez echa, za to Stærke Preben okazał się fenomenalny. I nie ma się co dziwić bo ponoć to piwo nazwane na cześć byłego głównego piwowara. Piwo to cechuje potężne ciało, ciemno bursztynowa barwa i dobrze ukryta moc za symfonią smaków. Zostało ono również polecone reszcie kompanii, która zamówiła jego dzbanek w ramach oszczędności i wyszła na tym lepiej ode mnie. Na koniec został stout. I tu niestety zawiodłem się strasznie. Był mocno wodnisty i jakiś bez wyrazu. Po degustacji postanowiłem dowiedzieć się o możliwość zwiedzenia „dużego” browaru ale jako, że była akurat niedziela okazało się to niemożliwe. Na koniec zamówiliśmy trzy butelki piw specjalnych na wynos. Były to Chili Ale, Chocko Stout i piwo sezonowe o nazwie Sol Over Gudheim (Słońce nad Gudheim czyli flagowa potrwa wyspy, wędzony śledź na razowym chlebie polany surowym żółtkiem jajka). Zwiedzając miasteczko natknąłem się jeszcze w sklepie, z wyrobami z lukrecji, na warzony specjalnie dla tego sklepu Liquorice Stout.

Teraz kilka słów o piwnych preferencjach na wyspie. Chodząc po sklepach i tawernach można dojść do wniosku, że największą popularnością cieszą się dwa rodzaje piwa: Pils i Classic. Czemu Pils chyba jest dla nas oczywiste. Ale co to takiego ten Classic i o co z nim chodzi? Jak wytłumaczył mi Pan wyglądający na stałego klienta w „portowej” knajpie koło rynku w Nexo: „Nasze ulubione, ciemne piwo”. Fakt wszyscy miejscowi za nim szaleją. Jak nie lokalne ze Svaneke, to Tuborg albo Carlsberg ale dostaniemy je wszędzie. A czy jest ciemne? No niezbyt. Jest to po prostu wiedeński lager. Lepiej niż nasze ojro lagery i pseudopilsy ale dalej nic ciekawego dla świadomego piwosza. Sądząc po innych piwach na jakie można było się natknąć w sklepach, w zimniejszych miesiącach miejscowi przerzucają się na różnej maści koźlaki i brown ale. Popularne też są komercyjne cydry. Korzystając z faktu, że dostępne są niemal wszędzie w małych puszeczkach, miałem okazję spróbować wreszcie oryginalnego Somersby i całkiem mi podeszło. Smakowało jak napój jabłkowy od Coca-Cola company. Jak mu tam było? Lift? Naprawdę miałem wrażenie, że piję właśnie takiego Lifta. Smak był sztuczny ale przyjemny, a alkohol niewyczuwalny. Niestety wersja gruszkowa była już ohydnie sztuczna w smaku. Tyle tytułem dygresji. A teraz o IPAch, bo to pewnie interesuje każdego piwnego maniaka. Tak IPY są dostępne na wyspie, a nawet warzone w Svaneke regularnie. Tylko, że te miejscowe tam właśnie trzeba nabyć. Poza Svaneke widziałem je tyllko raz w Netto w Akirkeby. No i dzięki tej nikłej dostępności nie spróbowałem w końcu żadnej. Z innych czasem trafi się coś z jakiegoś Duńskiego browaru i raz prawie naciąłem się na Samuela Adamsa, ale w porę zwietrzyłem podstęp widząc, że buteleczki są dziwnie tanie, a etykietki podwójne. Czyli wszystko wskazywało na to,że ktoś coś kręci z datą produkcji, która w przypadku IPY jest raczej dość istotna. Nie ładnie, bo nie pasuje to do sielskiego i uczciwego wizerunku wyspy. Oprócz tego wszystkiego widuje się również, w niektórych miejscach, piwa warzone przez browar Svaneke specjalnie dla tych miejsc. Ale zazwyczaj jest to albo Pills albo Classic z inną etykietką czyli nic ciekawego.

A teraz przejdźmy do oceny piwek specjalnych.

Svaneke Chocko Stout:

10599504_1564640897112566_6175160907947932916_n

Producent deklaruje: Bottom fermented. Alc. 5,7% vol. Dolna fermentacja? Ciekawe.

Wygląd: Piwo prezentuje się bardzo ładnie. Ciemno brązowa niemal czarna barwa, duża czapa drobnej kremowej leciutko zabarwionej piany.

Smak + Aromat: Bardzo czekoladowe przyjemne piwo o bogatym ciele. Świetnie zregenerowało mnie po męczącym dniu i zimnym wieczorze na plaży.

Opakowanie: Świetna sprawa. Etykietka w kształcie wyspy. Ładnie dobrane kolory. Butelka zwrotna jak wszystkie na wyspie.

Svaneke Chili Ale:

Producent deklaruje: Top fermented. Alc. 5,0% vol.

Wygląd: Rudo czerwone, klarowne. Piana szybko opadła.

Smak + Aromat: W aromacie dominuje karmel. W smaku poza karmelem również nie dużo się dzieje.Na finiszu dochodzimy do tego, co w tym piwie istotne. Ostre, na tyle, że mnie jako chilliheada zadowala (czyli ostrzejsze niż Hades), ale jednocześnie bez przesady ( sporo mniej niż  Czerwony Grand Imperial Porter). Piecze w ustach, a nie w gardle. Jeśli jakieś piwo miał bym wybrać na wzorzec piwa z chilli (a piłem ich niemało) wybrał bym to. Niestety, jego sesyjność jest żadna i to nie z winy chilli tylko tego cholernego karmelu. Gdyby przetransferować paprykowość tego piwa do np. takiego opisywanego powyżej chocko stouta wyszło by coś genialnego. A tak mamy tylko wartą spróbowania ciekawostkę.

Opakowanie: Jak wyżej.

Svaneke Liquorice Stout:

Producent deklaruje: Top fermented. Alc. 6,0% vol. Znów ciekawostka. Tym razem fermentacja górna inaczej niż w podstawowym stoucie i wersji chocko. Coś się nie mogą zdecydowac.

Wygląd: Jak w poprzednim stoucie.

Smak + Aromat: Na co zwróciłem uwagę, to to, że lukrecja nie dominuje tego piwa tak jak spodziewałem się znając gust miejscowych. I na szczęście jest to lukrecja, a nie słona lukrecja ( świństwo powstałe przez potraktowane lukrecji salmiakiem). Mógłbym się zastanawiać czy ona się tam w ogóle znalazła czy może są to aromaty pochodzące od ciemnych słodów, ale współpraca z firmą produkującą i sprzedającą wyroby z lukrecji wydaje się przemawiać za jej wykorzystaniem. Ogólnie piwo robi bardzo dobre wrażenie. Jak stout czekoladowy ma właściwe ciało. Co wydaje się intrygujące porównując oba piwa do podstawowego stouta.

Opakowanie: Etykietka gorsza niż standardowa browaru. Butelka zwrotna jak wszystkie.

Svaneke Sol Over Gudhjem:

Na stronie można znaleźć dwa opisy tego piwa które zacytuje ponieważ dają one pogląd na to z czym miałem do czynienia:

Ale med lyngblomster, blære- og savtang… I anledning af kokkedysten Sol over Gudhjem har vi brygget en øl med de typiske bornholmske vækster lyng og tang. Lyngen er fremtrædende i duft og smag, medens tangen giver en solid krop til øllet. Den 22. juni fandt kokkekonkurrencen ”Sol over Gudhjem” sted på Gudhjem havn. I denne anledning havde vi brygget en øl som skal formidle smagen af Bornholm. Fordi vi har god erfaring med brugen af tang i øl tog vi udgangspunkt i blære- og savtang fra den bornholmske klippekyst. Men vi skulle da også bruge noget til landkrabberne, så derfor har vi yderligere krydret denne øl med lyngblomster – som Bokul-bakken, højt over Gudhjem, er klædt så fint med i August måned. Resultatet er en duftende, fyldig øl med en god sødme. Lyngblomsterne er meget fremtrædende, medens tangen lægger en solid bund og kun anes i nuancer.

Producent deklaruje: Top fermented. Alc. 5,5% vol. I tu pamiętam, że coś mi się nie zgadzała zawartość alko deklarowana na butelce i na stronie. Niestety butelkę oddałem do automatu, a zdjęcia nie mam.

Wygląd: Jasno złote, klarowne. Ładna biała piana utrzymująca się dość długo.

Smak + Aromat: Wziąłem je za IPĘ czy inną APĘ i zdziwiłem się, że takie piwo sprzedaje się jako sezonową specjalność kiedy dwie inne IPY są równolegle w sprzedaży. A tu po niewczasie (gdy pisałem ten tekst i sięgnąłem po tłumacza google) okazuje się, że wypiłem prawdziwy rarytas. Ale z dodatkiem wodorostów i kwiatu wrzosu. Zapewne również klarowane karukiem (zatem nie jest Wege :] ) bo w Duńskim opisie jest coś o rybich pęcherzach . A czemu wziąłem je za IPE? Bo miało tak maksymalnie kwiatowo-owocowy aromat nie kojarzący mi się z niczym konkretnym, że przypisałem to Amerykańskim Chmielom. Co do ciała jakie ponoć zawdzięcza użyciu wodorostów, to nie pamiętam nic takiego. Ale jak ale. Wodniste nie było. Glonem też nie waliło. Ogólnie jeśli będę miał jeszcze raz okazje to chętnie skosztuje  wiedząc tym razem co pije.

Opakowanie: Piłem jeszcze z żółtą etykietką. Teraz dostępne jest z niebieską. Żółta była bardzo ładną próbą podrasowania typowej etykietki w kształcie wyspy. Na etykiecie zaznaczono Gudhjem i użyto ciekawszych czcionek niż standardowe. Niebieska, to podobny patent ale wydaje się trochę brzydsza. Butelka oczywiście zwrotna.

Ratebeer wskazuje też na to że wcześniej pod tą samą nazwą sprzedawano warzone dla wędzarni w Gudhjem piwo w stylu schwarzbier normalnie dostępne pod nazwą Catch 22.

Podsumowując: Browar Svaneke robi bardzo różne piwa na rożnym poziomie, ale na pewno są wśród nich piwa naprawdę warte spróbowania. Dlatego uważam, że fajnie by było zobaczyć go np. na Warszawskim Festiwalu Piwa, szczególnie, że Bornholm to częsty cel wakacyjnych wypraw Polaków, a i sam browar jest do nas przychylnie nastawiony o czym pisałem na początku.

IMG_8156Oprócz piwa na wyspie produkowane jest również wino oraz destylaty. I jak destylatów jakoś nie mieliśmy okazji, a może chęci degustować, tak do winnicy zajechaliśmy i kupiliśmy butelczynę (Kasia dla odmiany gustuje w winach). Nie podejmę się oceny, bo nie mam żadnej wiedzy sommelierskiej (nawet nie jestem pewien czy było to wino owocowe z agrestu, czy prawdziwe wino gronowe o takim aromacie). Mogę jednak przyznać, że sama winnica bardzo mi się podobała. Widać było, że prowadzą ją ludzie z pasją, którym udało się dobrać szczepy winogron zdolne rosnąć w ciężkim klimacie wyspy i jednocześnie nadawać się do produkcji win chwalonych nie tylko przez takich dyletantów jak ja. Dodatkowo produkowana jest tutaj Whiskey, likiery i wina owocowe (co tłumaczy moją niepewność).

Lody

Jak pisałem, wszędzie na Bornholmie możemy dostać wędzonego śledzia, cukierki (najlepiej z tą paskudną słoną lukrecją) oraz lody. Te ostatnie są naprawdę warte spróbowania. Miejscowi robią świetne wyroby. Całej naszej wycieczce najbardziej smakowały lody z lodziarni przy rynku w Svaneke. Był naprawdę świetne, pachniały świeżym mlekiem i miały genialną kremową konsystencję. Mi jednak do gustu przypadły lody z, podobno Greckiej, tradycyjnej lodziarni w Nexo. Ciężko ją przegapić, bo znajduje się w pobliżu rynku a przed wejściem stoją pomalowane w duńskie barwy beczki po mleku. Przemiły właściciel dał nam spróbować chyba wszystkich lodów jakie ma w ofercie zanim w końcu pozwolił nam zamówić to, co nam najbardziej przypadło do gustu. Dla mnie były to lody o smaku lukrecji z chilli. Przede wszystkim była to normalna słodka lukrecja czyli taka jak lubię, a ostrość chili była na właściwym, nie wypalającym kubków smakowych, poziomie. Oprócz tego mieli też świetne mieszanki smaków owocowych. Z lodów komercyjnych byłem oczarowany rożkami od Frisko z Daimem, który w tym sezonie dopiero nieśmiało zaczął pojawiać się w Polsce i o rożkach z nim mogłem tylko pomarzyć. Po więcej informacji o lodach i smakołykach z Bornholmu odsyłam do Wygrywam z Anoreksją, których korespondentka była na wyspie niedługo po nas.

Ryby

Jadąc na Bornholm naszykowałem się na powrót do starego hobby. Tym bardziej, że nic nie łączy się tak dobrze z piwkiem jak wędkarstwo. Po przejrzeniu forów internetowych dowiedziałem się, że w miejscu, w którym będziemy są jedne z najlepszych plażowych łowisk troci, łososi i pstrągów. Najlepiej łowić je na wahadłówki (10-20g) uzbrojone w haki zamiast kotwiczek (cholerne wodorosty, których po każdym wyrzucie zbierasz około metra) lub na tzw. spidolino (nazywane też sbirulino lub spirulino)  czyli rodzaj pływaka umożliwiającego dalsze wyrzucenie przynęty (w naszym wypadku muchy tonącej udającej kryl, którego na tych plażach było pełno).IMG_8537 Spidolino mają różne masy i występują w wersjach pływających, tonących i semi pływających, a także regulowanych podobnych do kuli wodnej. Dobrą opcją jest też ponoć zestaw kombinowany czyli jeden kij uzbrojony w wahadłówkę i muchę na bocznym przyponie (tak, u nich to ponoć legalne, to tylko PZW ma jakieś ale do używania dwóch przynęt na jednym kiju). Dowiedziałem się także, że nie jest w złym tonie zabrać rybkę na kolacje, ale za zabieranie ich całej siatki lub wpychanie się komuś na łowisko można podpaść i mieć spore nieprzyjemności. No i co najważniejsze żeby łowić legalnie wystarczy tylko wykupić licencję (w Bornholms Velkomstcenter bądź sklepach wędkarskich – ja kupiłem w Nexo w sklepie Check Point Marine na tyłach portu) Niestety, nie mieliśmy okazji sprawdzić prawie nic z tej wiedzy, bo okazało się, że mimo, iż nie ma okresu ochronnego, nie trafiliśmy w okres łowiecki (woda byla za ciepla). Poza mną widziałem może jedną osobę moczącą kij tj. Kasię;)

Z tego powodu jedyne ryby jakie zjadłem na wyspie pochodziły z wędzarni. Były to najpierw Bornholmery – czyli klasyczne wędzone śledzie – w Svaneke, a potem rybna wyżerka w Fiskbuffecie w Gudhjem. Fiskbuffet to kolejna z rzeczy, którą mają prawie wszędzie. Ten w wędzarni w Gudhjem jest znany na całą wyspę. O co w tym chodzi? Płacisz 180 koron dostajesz opaskę (czy tam naklejkę) i możesz zjeść ile chcesz ze stołu a właściwie łódki wypełnionej rybnymi potrawami. Można się naprawdę napchać. A jedzenie jest pyszne. Mimo, że to w większości śledzie, których nie znoszę ze względu na zapach to większość potraw zupełnie nie śmierdzi śledziem. Są śledzie w curry, śledzie solone z beczki obsmażone w tartej bułce i przyprawach, śledzie wędzone… a oprócz tego inne ryby i krewetki. Ogólnie jest to chyba jedyna forma obiadu na wyspie warta swej ceny.

Urbex

Na wyspie jest też trochę atrakcji dla eksploratorów. Oczywistym celem wydaje się być zamek Hammershus.IMG_8354 Zamek jest ogromny i robi niesamowite wrażenie ale na dobrą sprawę jest nudny, jak każdy zamek przerobiony na atrakcję turystyczną. Szczególnie, że w okresie, kiedy przestał być używany miejscowi zaczęli go rozbierać dla budulca (to z kamieni z niego powstała zabudowa na pobliskim Christianso). Od bodajże około 100 lat zamek jest jednak zabytkiem i jest konsekwentnie odbudowywany (co niestety widać – tu kamień, tam cegła, a tu stoi rusztowanie).

Mniej popularne, za to dużo ciekawsze dla mnie, były pozostałości po planowanych przez Niemców działach nabrzeżnych. Niemcy w 1940 r. postanowili umiejscowić na Bornholmie cztery 110 tonowe działa 38cm (zapasowe dla pancerników Bismarck i Tirpitz). Za budowę odpowiedzialna była marynarka  i organizacja Todtt. W marcu 1941 roku ograniczono liczbę baterii do dwóch, podobno ze względu na dobre relacje Niemiecko-Sowieckie(sic!). Natomiast w miesiąc później prace całkowicie wstrzymano. Nie ukończone betonowe podstawy pod kopuły dział oraz niezbędne dla nich zaplecze można znaleźć w okolicach  Dueodde. Wystarczy skręcić w las ze ścieżki rowerowej w dobrze widoczną leśną ścieżkę i znajdziemy jedną z baterii. Druga bliźniacza znajduje się niedaleko drogi na plażę w  Dueodde. Obie konstrukcje znajdują się w stanie dzikim. Pokrywa je graffiti, które jednak nadaje im niepowtarzalnego klimatu zamiast oszpecać jak to często ma miejsce.10918451_10204676402127611_269609751_o

Jeśli ktoś ma więcej czasu, to może pobawić się w znalezienie wszystkich kamieni runicznych i menhirów rozrzuconych po wyspie. Gdzieś na wyspie znajdują się również rysunki naskalne, których nie udało nam się namierzyć. Jeśli ktoś lubi zwiedzać kościoły, to warto jeszcze zwiedzić wszystkie kościoły rotundowe.IMG_8157 Pod jednym ponoć znajdują się jakieś niedostępne czy nawet niezbadane pomieszczenia mogące rzekomo ukrywać skarb templariuszy (Fnord!).

Jedna uwaga do wpisu “Browerowy Bornholm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s