GRZANIEC – MISZCZ!!!

Po co wybierać się w ciepłą, słoneczną sobotę na rower, jak można w deszczową i wietrzną niedzielę?;)

Wypiździło nas do szpiku kości! Jedyne, co trzymało mnie wtedy przy życiu, to ON. Grzaniec:)
To jest naprawdę mega dobre 🙂
Zdradzę Wam przepis:
• Podgrzej w garnku 0,7 l jasnego piwa typu lager
• dorzuć: 7 goździków, 7 rozłupanych ziaren kardamonu, kawałek imbiru (ok. 2 cm, pokrojony np. na plasterki), dwie łyżki ekstraktu waniliowego, łyżeczkę mielonego cynamonu
• utrzyj dwa żółtka z czterema łyżkami cukru trzcinowego, a następnie dodaj odrobinę ciepłego piwa
• wlej kogel mogel do piwa
• zamieszaj
Gotowe!
„- Zgadnij, z jakiego piwa był zrobiony?
– na pewno nie z Heinekena. Nie wali skunksem!”
Smacznego!

Piwne lody w Warszawie – Ulica Baśniowa

Jako że aura sprzyja postanowiłem wrzucić mocno już zakurzony materiał o lodach. Materiał jest na czasie tym bardziej że bohaterowie tego wpisu, mimo chwilowych problemów technicznych, szykują się do wystartowania lodowych wydarzeń w nowym sezonie.

W Poznaniu podobno już wszystkie lody są „tradycyjne”, a w lokalu który tą modę zapoczątkował (Wytwórnia Lodów Tradycyjnych) niezłą furorę zrobiły swego czasu lody Guinnesowe. W Krakowie każdy piwny turysta musi udać się do Delikatesowa na znane na cały kraj lody porterowe. Jakoś w czasie wakacji 2014 zadałem sobie pytanie czy w Stolicy, skoro udało jej się w tak krótkim czasie wyprzedzić inne miasta w liczbie wielokranów, piwnych premier oraz ilości kranów w jednej knajpie, jest miejsce w którym można zjeść „tradycyjne” lody piwne. Szybkie przeszukanie internetów wskazało mi garstkę dobrych lodziarni w Warszawie i dwie w których moglibyśmy z Kasią spróbować szczęścia w znalezieniu lodów piwnych. Początkowo nie sprzyjało nam ono i udało nam się spróbować tylko takich smaków jak: papryka, ogórek, herbata, marchewka… Piwa nigdzie nie było. W końcu udało nam się trafić na lody piwne, ale zgodnie z przewidywaniem okazały się one robione z jakiegoś euro lagera, więc ich smak mogli by docenić co najwyżej „tradycyjni” wąsaci piwosze. W międzyczasie niedaleko mojego miejsca zamieszkania wyrosła i rozwinęła skrzydła lodziarnia, jakiej jeszcze w Stolicy nie widziałem. Jej nazwa może być nieco myląca bo mieści się ona na Alei Wojska Polskiego przy Placu Grunwaldzkim a nie na ulicy Baśniowej. Co jest w niej niezwykłego? Rozmiar, wystrój ,a przede wszystkim rozmach i właśnie ta kojarzona z Poznaniem „tradycyjność”.

Miejsce robi wrażenie. Wystrój to coś pomiędzy bajką a wiktoriańskim parkiem. W tle leci świergot ptaków, a na wystawkach znajdują się stare książki z bajkami i zabytkowe przybory do lodów. IMG_9186Wyeksponowana jest też, podobno zabytkowa, maszyna do lodów. Jest ona bohaterką organizowanych tu w weekendy wydarzeń, czyli kręcenie lodów w eksperymentalnych smakach i częstowanie nimi klientów. My oczywiście wybraliśmy się na kręcenie lodów piwnych – tym razem przygotowanych na bazie Paulaner Hefe-weissbier’a. W ramach poprawienia konsystencji zdecydowano się również na dodatkowe nagazowanie lodów w trakcie mieszania. Wszystko było by fajnie ale niestety maszyna z racji na swój wiek postanowiła odmówić współpracy, skutkiem czego musieliśmy poczekać na lody nieco dłużej (najpierw próbowano na szybko naprawić maszynę, a później zdecydowano się jednak ukręcić lody na zapleczu, z użyciem maszyn wykorzystywanych do kręcenia smaków będących w stałej ofercie).

Same lody wyszły bardzo smaczne. Uważam że weizen ze względu na znikomą goryczkę to bardzo dobra baza do robienia lodów, a pomysł z dodatkowym nagazowaniem lodów korzystnie wpłynął na ich konsystencję.

Z regularnie dostępnych smaków (oczywiście podlegają one rotacjom jak to bywa w tego typu lodziarniach) z czystym sercem polecić mogę lody o nazwie Cherry Mania – wiśniowe z kawałkami ciemnej czekolady, jak również wszystkie  inne smaki zawierające dodatki w rodzaju czekolady, orzechów itp.

Za jedyny minus tego miejsca uważam harmider generowany przez małych gości lodziarni, no ale cóż taka specyfika miejsca 😛 .

Rosanke czyli Warmiński Saison

Jak już pisałem mam zajoba na punkcie piw historycznych, dla tego z wypiekami na twarzy oczekiwałem premiery nowego piwa z Kormorana. Niestety dystrybucja coś im zawiodła i mimo informacji że piwo trafiło do sklepów tuż przed majówką, spróbowałem go dopiero tydzień po niej – pomimo iż spędziłem ją na Warmii, a miejscowy sklep miał na półkach całe portfolio Browaru Kormoran.

Solipiwko-Widawa Młocka

Nie było to pierwsze piwo w tym stylu którego próbowałem. Przeszło rok temu trafiłem w PiwPawiu na Młóckę od kooperacji Widawa i Solipiwko. Niestety nie wiele z tamtej degustacji wyniosłem bo i nie wiedziałem zupełnie czego się spodziewać. Styl ten wtedy nic mi zupełnie nie mówił, a obsługa Pawia udzieliła mi informacji w typowy dla nich sposób czyli jak z tym że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody. Tylko że nie w Moskwie, lecz w Leningradzie, i nie na Placu Czerwonym, a na Placu Rewolucji, i nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną. Tak więc dowiedziałem się że jest to śląskie piwo warzone na dożynki chmielowe. Pamiętam że było mocno słodowe, cieliste z wyraźną chmielową ziołowością i lekką goryczką oraz że mi smakowało. Czytaj dalej „Rosanke czyli Warmiński Saison”

Browar Restauracyjny jak świnka morska?

IMG_7571

Pomysł na ten felieton przyszedł mi do głowy, gdy czekaliśmy (przeszło 20 minut) na pojawienie się kelnera we Wrocławskim Spiżu, a karty musieliśmy wziąć sobie sami. Zwiedziliśmy już całkiem sporo tego typu przybytków. Na każdym wyjeździe są to dla nas jedne z pierwszych miejsc, w których się posilamy (zaraz obok pierogarni i restauracji meksykańskich – niesprawdzonych burgerowni wolę jednak unikać). Niestety jakość większości z tych miejsc nie koresponduje zbyt dobrze z nazwą, jaką się określają. Jeśli maja dobre piwo to ciężko nazwać to co oferują standardem restauracyjnym,  lub odwrotnie w wydumanym lokalu podają piwa naprawdę słabe lub czasami nawet nie mające z lokalem, czy siecią lokali wiele wspólnego – zamówione gdzieś na zewnątrz, a sprzedawane jako swoje.  Bywają też lokale łączące obie te cechy. Chlubnym wyjątkiem jest tutaj sieć Bierhalle. Jakość piwa, jak i usług jest właściwie stała, bez względu na to czy zajdziemy do ich największego browaru w stołecznej Arkadii, jednego z mniejszych browarów, czy do którejś z restauracyjnych filii w dowolnym zakątku kraju.

IMG_0996
Warzelnia w Bierhalle Arkadia

Czym zatem powinien cechować się dobry browar restauracyjny patrząc z perspektywy klienta? Jeśli już mieni się restauracyjnym, a nie browarem z pizzerią lub browarem z dodatkowym wyszynkiem i kuchnią, to powinien funkcjonować jak dobra restauracja. Po wejściu powinna nas powitać Pani w bawarskim wdzianku (jeśli lokal standardowo jest w stylu niemieckim/austriackim) lub elegancki Pan i wskazać wolny stolik, do którego winna nam być przyniesiona karta dań.  Zamówienie powinien odebrać kelner, na którego nie trzeba będzie czekać cały dzień. Najbardziej żenująca obsługa spotkała nas w CK Browarze na Krakowskim Podwalu. Zirytowany długim oczekiwaniem poszedłem zamówić choć piwo przy barze. Barmanka odesłała mnie z powrotem do stolika, gdzie dalej musieliśmy czekać dość długo zanim w końcu podszedł kelner. Czytaj dalej „Browar Restauracyjny jak świnka morska?”