Wybór alkoholi na wesele okiem Beergeeka

Jako że zimę niedługo będziemy mieć już za sobą, a im cieplej tym ludzie chętniej się hajtają pozwoliłem sobie popełnić niniejszy tekst. Mam nadzieję, że dla części z was będzie on pomocny przy rozpoczynających się przygotowaniach do tego wielkiego dnia.

To co ludzie na pewno będą pamiętać po latach z naszego wesela to oprócz dobrej zabawy, za którą nam dziękowali to na pewno również całkiem udaną selekcję dobrych alkoholi. Wnioskuję to po tym, że do rana została tylko tradycyjna weselna wódka, a goście faktycznie mieli w czym wybierać.

0195

Czasy się zmieniają i pomimo tego, że jeśli jako beergeek zapowiesz rodzinie, że na twoim weselu nie może zabraknąć piwa to na pewno usłyszysz coś w stylu „dziecko kto ci będzie pił piwo na weselu?”, to jednak zaczyna ono pojawiać na weselach coraz częściej – nawet u ludzi którzy z rewolucją piwną nie mają nic wspólnego. Młodzi zwyczajnie wolą „bawić się” jeśli nie bardziej odpowiedzialnie to przynajmniej w trochę mniejszym tempie. Wznoszenie kolejnych toastów, które są tylko pretekstem do wlania w siebie jak najszybciej całej butelki wódki staje się faktycznie powoli domeną wyłącznie tych przysłowiowych weselnych wujków. Tak że jeśli lubisz piwo i chcesz je mieć na swoim weselu nie daj się stłamsić rodzinie, bo raz – to twój dzień, dwa – jeśli zapraszasz sporo znajomych to na pewno się nie zmarnuje.

Czytaj dalej „Wybór alkoholi na wesele okiem Beergeeka”

Autoliza to nie mit

img_4679

Zdarzyło mi się kiedyś (gdy nie byłem jeszcze sędzią piwnym ani nawet beergeekiem) pić piwo smakujące jak pasztet. Pamiętam że wywarło to na mnie wtedy ogromne wrażenie.

Dziś gdy czytam opinie w stylu „autoliza to mit” za każdym razem przed oczami staje mi to właśnie piwo oraz 3 moje domowe warki w których również udało mi się dorobić autolizy choć nie aż tak spektakularnej.

Zatem autoliza to nie mit. Owszem dla profesjonalisty to coś co się raczej nie zdarza, jednak dla początkującego piwowara domowego, albo browaru regionalnego bez doświadczonej załogi to coś bardzo prawdopodobnego. Czytaj dalej „Autoliza to nie mit”

New England IPA z czym to się pije

Wielu z was pewnie zauważyło że za oceanem narodziła się jakiś czas temu nowa piwna moda. Moda na tzw. New England IPA lub Northeast IPA jak kto woli, ewentualnie Vermont IPA. Wszystkie te określenia tyczą się mocno chmielonych mętnych piw. Jeśli śledzicie na instagramie beergeeków z za wielkiej wody to pewnie widzieliście już fotki różnych wyglądających jak błoto (ewentualnie budyń) potworków w tym stylu, albo nawet zauważyliście że moda na mętne piwo dotyka też i innych stylów. Piwa takie zaczynają też powoli pojawiać się i u nas także można się spodziewać że i do nas taka moda dotrze. Tutaj pozwolę sobie na komentarz że tak jak zawsze jeśli chodzi o modę możemy ślepo za nią podążać, co często kończy się dość groteskowo, lub zrozumieć o co w niej właściwie chodzi.

New England IPA wedle informacji dostępnych w internecie zapoczątkowane zostało przez znane u nas dobrze od czasu BGM II piwo Heady Topper z browaru the Alchemist. Piwo to specjalnie na tą imprezę dotarło do Polski możliwie jak najświeższe – dzięki czemu wielu beergeeków w tym i ja miało szansę spróbować prekursora tego dopiero tworzącego się stylu w stanie takim w jakim smakuje najlepiej. Ja swój wypiłem ze smakiem na rybach, prosto z puszki tak jak sugerował wytwórca. Nie spodziewałem się wtedy że to wygląd piwa na który wtedy nie zwróciłem zupełnie uwagi wywoła pół roku później tyle zainteresowania.

Skoro producent sugeruje picie piwa prosto z puszki (a jeszcze pisze na niej o tym że gdy piwo nie jest przelewane nie wzburza się osadu z dna – Tomek Kopyra już dawno mówił że tego nie kupuje, nie mniej taki właśnie napis na puszce widnieje) to chyba nie jest szczególnie dumny z jego wyglądu. Natomiast jakby nie patrzeć Heady Topperowi do niektórych potworków w stylu NE IPA jednak daleko.

Czym natomiast poza mętnością wyróżniał się Heady Topper co również  zostało wciągnięte w kanon tworzącego się stylu? Piwo było przede wszystkim pełniejsze niż typowe Wes Coast IPA. Zawdzięczało to użyciu innych drożdży – zbliżonych do brytyjskich. Drożdże te produkują więcej estrów (co też został wyróżnikiem „stylu”) niż typowe drożdże do IPA, odfermentowują płycej i gorzej opadają (trochę jak drożdże do weizena). Kolejną cechą charakterystyczną było bardzo silne chmielenie na aromat (co w wypadku obfitego chmielenia na zimno również może zmętniać piwo) odmianami nadającymi aromaty owoców tropikalnych i cytrusowych. Liczyła się też jakość goryczki (brak ściągania i zalegania). Heady Topper miał goryczkę jeszcze całkiem wysoką, jednak później przestała ona odgrywać istotną rolę w „stylu”. Ostatnią istotną różnicą była tekstura, piwo było nie tylko pełniejsze ale i gładsze. Taki efekt osiągnąć można np. przez dodatek pszenicy, żyta, bądź płatków owsianych – surowce te również wpływają na mętność (tak jak w weizenie). Heady Topper jako prototyp nie był pełnokrwistą NE IPĄ (wysoka goryczka  i  wcale nie aż tak wysoka pełnia) patrząc z perspektywy czasu  ale wspomniane jego cechy wyznaczyły kierunek w którym „styl” ten ewoluuje.

Czytaj dalej „New England IPA z czym to się pije”

All that funk

Piwa dzikie (wild, brett, funky – jak zwał tak zwał) stają się coraz bardziej modnym trendem w Polskim piwowarstwie. Niestety konsumenci w większości nie mieli okazji spróbować zbyt wiele reprezentantów tego „stylu” i ich oczekiwania często rozmijają się z tym co dostają. Szczerze to tak na prawdę jest głównie jedno oczekiwanie. Ma być koń. Ma być go dużo, ale jednocześnie ma nie nasuwać skojarzeń z gównem.

Naprawdę natomiast to ten koń jest tylko jedną z rzeczy jaką mogą wnieść do piwa drożdże z rodzaju brettanomyces. Żądnych bardziej szczegółowej wiedzy odsyłam do Milk the Funk, natomiast w tym krótkim wpisie postaram się przedstawić na szybko czego należy się spodziewać po tych drożdżach. Czytaj dalej „All that funk”

Imperialny Stout to nie RIS? Czyli nie kończąca się opowiść

Najpierw jeszcze w zeszłym roku browar Beer Bros. głupio się tłumaczył że ich piwo deklarowane jako Imperial Stout nie jest RISem więc nie można od niego oczekiwać że będzie spełniało wymagania tego stylu. Teraz tą samą argumentację obrała Raduga, dodając do tego że prawdziwy RIS już jest w drodze. No ale skoro Imperialny Stout RISem nie jest to czym niby jest? Przedrostek Imperialny jest tutaj tłumaczony jako użyty w charakterze podkreślenia tego że piwo jest mocniejsze niż typowy przedstawiciel stylu (tak jak spotykamy Imperialnego Weizena, Imperialną IPĘ – która już jednak stała się odrębnym stylem czy Imperialnego Lagera, Imperialne Grodziskie…). No dobrze ale jeśli piwo miało by być na tej zasadzie mocniejszą wersją Dry Stoutu, to coś takiego jest już sklasyfikowane przez BJCP i nazywa się FES. Jeśli natomiast mówimy o mocniejszej wersji FESa no to jest to właśnie RIS. Można się sprzeczać czy Imperialny Oatmeal Stout (podobnie Sweet Stout itp.) powinien być na dobrą sprawę RISem z dodatkiem owsa w zasypie czy Oatmeal Stoutem uwarzonym pod górne widełki FESa. Tak, to jest dyskusyjne. Ale na razie tłumaczenia dotyczą zwykłych stoutów. Tak przedstawia sprawę klasyfikacja BJCP i jest to zgodne z klasyfikacją PSPD. Natomiast jeśli chodzi o podziały tworzone przez Untappd czy Ratebeer to bądźmy szczerzy, są one robione pod potrzeby rynku na którym ciągle pojawiają się nowe hybrydy, co czyni te klasyfikacje momentami mocno chaotycznymi. BJCP czy PSPD wydaje swoje klasyfikacje raz na kilka lat i przedtem grono sędziów pracuje nad tym by były one spójne. Oczywiście i tutaj nie obywa się bez błędów. No ale w wypadku Untappd które rozdziela Stouty Imperialne i RISy (jak również imperialne oatmeal stouty i imperialne amerykańskie stouty), mamy tam całą gamę fantazyjnych odmian Stoutów i piw w stylu IPA, ale np. Lambiki dzielą się na: Lambik, Geuze i Faro, a niektóre inne kategorie są tak ogólne jak się tylko da (np. Gluten Free). Do tego próżno tam szukać opisów poszczególnych kategorii.

Poniżej przedstawiam klasyfikacje stoutów według Ratebeer i Untappd:

untappdratebeer

 

Czytaj dalej „Imperialny Stout to nie RIS? Czyli nie kończąca się opowiść”

Chemia!!!Wszędzie Chemia!!!

Dzisiaj Tomek z pewnego znanego blogu wrzucił zdjęcie kontry z butelki z pewnego ekskluzywnego belgijskiego koncernowego piwa i wywołał tym małą burzę. I jak sposób w jaki to piwo zostało „uwarzone” woła o pomstę do nieba. Tak dyskusje na temat chemii i zdrowego żywienia jakie całe to zdarzenie wywołało przypomniało mi o tym jak statystyczny Polak (nawet pijący piwo kraftowe i jedzący slowfood) nie wiele wie tak naprawdę o tym co spożywa.

Po pierwsze CHEMIA. Chemia jest nauką o naturze i właściwościach substancji. Cała materia składa się z atomów które dzielimy na pierwiastki. Z atomów zbudowane są cząsteczki. Mogą one być złożone z atomów jednego pierwiastka lub kilku – mówimy wtedy o związkach chemicznych. Związki te następnie mogą tworzyć mieszaniny i tak dalej… To jest wiedza której uczą w szkole. Mam natomiast wrażenie że wielu ludzi (w tym moich znajomych) wolało w czasie tych zajęć rysować na ławkach fallusy, podrywać koleżanki lub grać w Warhammera na ostatnich ławkach. Myślę tak dlatego że ludzie ci widząc nazwę chemiczną jakiejś substancji (lub kod E) dębieją i myślą że ktoś chce ich otruć. Tłumaczy to popularność żartów o zabójczym monotlenku diwodoru (H20) który jest kwasem o PH wyższym niż wszystkie inne kwasy, który powoduje korozję, jest podstawowym składnikiem trucizn itp.  Także powiedzmy to sobie, to że coś wymienione jest pod nazwą chemiczną znaczy tylko tyle że teoretycznie mamy do czynienia z czystą formą tej substancji. I tylko tyle. Czytaj dalej „Chemia!!!Wszędzie Chemia!!!”

Trochę dociekliwości

Całkiem niedawno Jerry popełnił felieton o tzw. BJCP nazi. W dyskusji jaką się rozpętała pod tym postem zostałem, trochę dla zgrywu, okrzyknięty takim właśnie osobnikiem. Szczerze to uważam że problem nie leży w tym że ktoś zbyt poważnie podchodzi do opisów BJCP/PSPD, a raczej w tym że wyrosło nam nagle strasznie dużo „ekspertów” piwnych posiadających bardzo pobieżną wiedzę na temat piwnego świata i zbyt wysokie o niej mniemanie.

Drażni mnie strasznie gdy ludzie którzy dopiero co zaczęli swoją przygodę z piwem rzemieślniczym – wypili już trochę IP-SRIP, oglądali trochę Kopyra, Docenta czy innych znanych piwnych blogerów, a już uważają się za ekspertów i to nie tylko wśród własnych znajomych. Owszem, pewnie każdy z nas na początku swojej piwnej drogi również trochę gwiazdorzył. Mi do dziś zdarza się planąć jakaś gafę w dyskusjach na tematy technologi warzenia piwa w browarze (w końcu praktykę mam tylko w domu), ale za każdym razem kiedy ktoś wykaże mi niewiedzę staram się zgłębić temat, zamiast obstawać głupio przy swoim. Czytaj dalej „Trochę dociekliwości”

Browar Restauracyjny jak świnka morska?

IMG_7571

Pomysł na ten felieton przyszedł mi do głowy, gdy czekaliśmy (przeszło 20 minut) na pojawienie się kelnera we Wrocławskim Spiżu, a karty musieliśmy wziąć sobie sami. Zwiedziliśmy już całkiem sporo tego typu przybytków. Na każdym wyjeździe są to dla nas jedne z pierwszych miejsc, w których się posilamy (zaraz obok pierogarni i restauracji meksykańskich – niesprawdzonych burgerowni wolę jednak unikać). Niestety jakość większości z tych miejsc nie koresponduje zbyt dobrze z nazwą, jaką się określają. Jeśli maja dobre piwo to ciężko nazwać to co oferują standardem restauracyjnym,  lub odwrotnie w wydumanym lokalu podają piwa naprawdę słabe lub czasami nawet nie mające z lokalem, czy siecią lokali wiele wspólnego – zamówione gdzieś na zewnątrz, a sprzedawane jako swoje.  Bywają też lokale łączące obie te cechy. Chlubnym wyjątkiem jest tutaj sieć Bierhalle. Jakość piwa, jak i usług jest właściwie stała, bez względu na to czy zajdziemy do ich największego browaru w stołecznej Arkadii, jednego z mniejszych browarów, czy do którejś z restauracyjnych filii w dowolnym zakątku kraju.

IMG_0996
Warzelnia w Bierhalle Arkadia

Czym zatem powinien cechować się dobry browar restauracyjny patrząc z perspektywy klienta? Jeśli już mieni się restauracyjnym, a nie browarem z pizzerią lub browarem z dodatkowym wyszynkiem i kuchnią, to powinien funkcjonować jak dobra restauracja. Po wejściu powinna nas powitać Pani w bawarskim wdzianku (jeśli lokal standardowo jest w stylu niemieckim/austriackim) lub elegancki Pan i wskazać wolny stolik, do którego winna nam być przyniesiona karta dań.  Zamówienie powinien odebrać kelner, na którego nie trzeba będzie czekać cały dzień. Najbardziej żenująca obsługa spotkała nas w CK Browarze na Krakowskim Podwalu. Zirytowany długim oczekiwaniem poszedłem zamówić choć piwo przy barze. Barmanka odesłała mnie z powrotem do stolika, gdzie dalej musieliśmy czekać dość długo zanim w końcu podszedł kelner. Czytaj dalej „Browar Restauracyjny jak świnka morska?”

Piwo po wuju czyli przyczyny słabego kraftu

Zastanawialiście się kiedyś skąd bierze się wujowe piwo rzemieślnicze? Po tym, co można wyczytać w internecie można spodziewać się następującej historii. Piwowar domowy ma wuja. Ten wuj pracuje w browarze. Pewnego dnia przychodzi do piwowara i mówi: „Słuchaj spada nam sprzedaż, wszyscy piją jakieś ipy-sripy, a my tylko jasne pełne robimy. Ty coś tam o tym wiesz, bo na święta do karpia nas częstowałeś. Pomógłbyś wujowi.” Piwowar idzie do browaru, zaczyna warzyć, a tu wszystko nie tak. W kadź wchodzi więcej wody, zamiast gałki od palnika jest jakaś tablica kontrolna, tanko-fermentor nie ma rurki – wiec jak tu poznać czy fermentacja się już zaczęła, a może już zakończyła. Słowem nie ogarnia sprzętu… Czy tak właśnie to wygląda? Wątpię. A tak ostatnio to przedstawiają blogerzy. Ja rozumiem, że browary się tak tłumaczą, bo jakoś trzeba, ale żeby bloger tak pisał o czymś co gębę wykręca? Na każdym konkursie piwowara z czymś takim pogoniliby już na eliminacjach. Raptem jeden browar z Bieszczadów zapracował sobie na regularny hejt blogerskiej braci i to nie samym piwem, a wpisami na fb skierowanymi do ludzi, którym ich piwo nie smakowało. Resztę zwykło się tłumaczyć, że oni są dobrymi piwowarami tylko nie wiedzą jeszcze jak robi się piwo na profesjonalnym sprzęcie.

Z drugiej strony w końcu zaczęły się pojawiać browary mówiące wprost: „Nawaliliśmy, oddajcie piwo my zwrócimy pieniądze”. Są to zarówno browary małe jak i znani gracze. Co ciekawe, wycofane ostatnio piwa noszą właśnie znamiona błędów technologicznych i zaniechań, a nie kompletnych katastrof jakie i tak spotkać można na rynku. A to ktoś zlał piwo z tanka przed chmieleniem na zimno, a to słód zawierał prekursory DMS  i coś tam jeszcze poszło nie tak w procesie technologicznym…

Zaciekawiony tym, że dobry piwowar wypuszcza gniota, postanowiłem zaciągnąć języka i sprawdzić ile prawdy jest w tej nieznajomości sprzętu, bo jakby nie patrzeć, różnica w sprzęcie jest jak między domowym warsztatem a maszyną CNC, natomiast podstawowe zasady warzenia pozostają te same.

Na początek postanowiłem odświeżyć sobie pamięć w temacie budowy browaru. Niby zwiedziłem już kilka, zarówno dużych jak i małych, ale nie patrzyłem wtedy na całość tylko pytałem o interesujące mnie szczegóły. Baza jest w sumie porównywalna do tego co znamy z piwowarstwa domowego, ale dochodzi jeszcze do niej trochę sprzętu specyficznego dla dużej produkcji. A więc mamy: Czytaj dalej „Piwo po wuju czyli przyczyny słabego kraftu”

Twoja (piwna) rewolucja

Dziś powiedziałaś, że każda rewolucja
Jest dobra tylko na początku drogi
Bo potem wszystko zamienia się w system
I są potrzebne rewolucje nowe
Właściwie to chyba masz rację
Ja przecież sam myślę podobnie

Tak o rewolucji śpiewa Muniek Staszczyk. I te słowa dźwięczą mi w głowie ilekroć przeczytam wywiad z prezesem, któregoś z dużych browarów regionalnych, ale od początku.

Był rok 2011. Wybraliśmy się ze znajomymi na naszą pierwszą piwną wycieczkę – do browaru w Ciechanowie.

fot. Michał Czesak
fot. Michał Czesak

Jeszcze wtedy żaden z nas nie umiałby powiedzieć czym różni się koźlak od porteru, ale wszyscy już od kilu lat wiedzieliśmy, że piwo koncernowe jest gorsze od piw niepasteryzowanych z małych browarów regionalnych. Jeśli wybieraliśmy pub na spotkanie, to decydującą kwestią było to czy mają tam Miodowego Ciechana, a później także Wiśnie w Piwie czy Orkiszowe. Jeśli trzeba było kupić coś na imprezę udawaliśmy się do jedynego sklepu w okolicy, w którym mieli piwa regionalne. Niestety, w niedługim czasie po naszej wizycie w Ciechanowie, która zbiegła się w czasie z wywiadem udzielonym przez Pana Jakubiaka, na półki marketów w całej Polsce trafił już spasteryzowany i dla nas znacząco gorszy w smaku Ciechan. Był to dla mnie znak końca pewnej epoki. Na szczęście długo nie trzeba było czekać na drugą falę rewolucji. Nagle w okolicznym sklepie pojawiła się piwa z browarów Pinta i Ale Browar. Browarów produkujących piwa w stylach, które przez jeszcze pewien czas nic mi nie mówiły, ale to nie było ważne. Ważne było, że były lepsze niż ten nieszczęsny Ciechan.

W chwili obecnej BRJ urosły już do rozmiarów niemal koncernu. Pan Jakubiak mimo krótkiego flirtu z piwowarstwem nowofalowym i produkowania obecnie przez jego firmę bodajże dwóch mocno chmielonych piw, nazywa wybieranie przez świadomych piwoszy piw nachmielonych po amerykańsku chwilową modą. W podobnym tonie o piwowarstwie kontraktowym wyraża się prezes browaru Amber. Z browarów, które zapoczątkowały pierwszą falę polskiej piwnej rewolucji jedynie Browar Kormoran wciąż bawi się stylami i dotrzymuje kroku rzemieślnikom. Pozostali skupiają się na zwiększeniu produkcji, dołączeniu do portfolio puszek, wkraczaniu na nowe rynki (takie jak wagony WARS), czy eksporcie za granicę. Jeśli zdecydują się na wprowadzenie nowego piwa to za namową marketingowców. Nie ma w tym nic złego w końcu business is business ale co stało się z tą walką o dostarczanie ludziom jak najlepszego piwa, o której tak często mówili w wywiadach? Tak właśnie, na naszych oczach pierwsza fala „zamienia się w system”. Naprawdę, nie zdziwię się jeśli za parę lat okaże się, że powstaną koncerny zrzeszające browary regionalne. W Belgii browary regionalne i koncerny już wypowiedziały wojnę tzw. Beer Architects czyli kontraktowcom.

Niestety spojrzenie w stronę wyprzedzającego nas zachodu każe podejrzewać, że z drugą falą za jakiś czas może stać się coś podobnego. Browary dalej udające małe i lokalne otwierają kolejny klub (bo już nawet nie pub) lub filie na innym kontynencie. W Ameryce najbardziej znane marki rzemieślnicze sprzedają za krocie piwa w rodzaju marcowe, do którego dodano skałę księżycową. W Belgii produkuje się piwo warzone tylko podczas pełni księżyca i dzięki temu też odpowiednio droższe. Gdzieś czytałem nawet o piwie warzonym przez nagiego piwowara. Producenci szkła prześcigają się przy projektowaniu coraz bardziej designerskich szklanek… Nie powiecie mi, że tu jeszcze dobre piwo jest na pierwszym miejscu, a nie zyski.