Góry Sowie browerowo cz.1 – Pałac i browar Jedlinka

IMG_2108 W zeszłym roku w Góry Sowie oprócz kompleksu Riese przyciągnęła nas również odradzająca się na Dolnym Śląsku tradycja piwowarska. W ciągu ostatnich dwóch lat, w miejscach niegdyś słynących z produkcji dobrego piwa zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu browary rzemieślnicze. Co prawda żaden z nich nie funkcjonuje w zabytkowych zabudowaniach swojego poprzednika, jednak większość znajduje się vis a vis ruin. Postanowiłem sprawdzić ile warte są produkowane w tych miejscach piwa i czy są godnymi następcami legendarnych napojów z przed wojny. Niestety, tak jak nie udało nam się zwiedzić całego Riese, tak i z rozważanych pięciu browarów (Jedlinka, Miedzianka, Sobótka-Górka, Świdnica i czeski Broumov) i planowanych trzech, odwiedziliśmy raptem dwa (w tym ten czeski). Piwa z browaru w Miedziance udało nam się natomiast skosztować w Wałbrzychu (o czym będzie w jednym z kolejnych wpisów). Polskim browarem który udało nam się odwiedzić był Browar Jedlinka, wchodzący w skład Zespołu Pałacowego Jedlinka w Jedlinie-Zdrój.

Czytaj dalej „Góry Sowie browerowo cz.1 – Pałac i browar Jedlinka”

Imperialny Stout to nie RIS? Czyli nie kończąca się opowiść

Najpierw jeszcze w zeszłym roku browar Beer Bros. głupio się tłumaczył że ich piwo deklarowane jako Imperial Stout nie jest RISem więc nie można od niego oczekiwać że będzie spełniało wymagania tego stylu. Teraz tą samą argumentację obrała Raduga, dodając do tego że prawdziwy RIS już jest w drodze. No ale skoro Imperialny Stout RISem nie jest to czym niby jest? Przedrostek Imperialny jest tutaj tłumaczony jako użyty w charakterze podkreślenia tego że piwo jest mocniejsze niż typowy przedstawiciel stylu (tak jak spotykamy Imperialnego Weizena, Imperialną IPĘ – która już jednak stała się odrębnym stylem czy Imperialnego Lagera, Imperialne Grodziskie…). No dobrze ale jeśli piwo miało by być na tej zasadzie mocniejszą wersją Dry Stoutu, to coś takiego jest już sklasyfikowane przez BJCP i nazywa się FES. Jeśli natomiast mówimy o mocniejszej wersji FESa no to jest to właśnie RIS. Można się sprzeczać czy Imperialny Oatmeal Stout (podobnie Sweet Stout itp.) powinien być na dobrą sprawę RISem z dodatkiem owsa w zasypie czy Oatmeal Stoutem uwarzonym pod górne widełki FESa. Tak, to jest dyskusyjne. Ale na razie tłumaczenia dotyczą zwykłych stoutów. Tak przedstawia sprawę klasyfikacja BJCP i jest to zgodne z klasyfikacją PSPD. Natomiast jeśli chodzi o podziały tworzone przez Untappd czy Ratebeer to bądźmy szczerzy, są one robione pod potrzeby rynku na którym ciągle pojawiają się nowe hybrydy, co czyni te klasyfikacje momentami mocno chaotycznymi. BJCP czy PSPD wydaje swoje klasyfikacje raz na kilka lat i przedtem grono sędziów pracuje nad tym by były one spójne. Oczywiście i tutaj nie obywa się bez błędów. No ale w wypadku Untappd które rozdziela Stouty Imperialne i RISy (jak również imperialne oatmeal stouty i imperialne amerykańskie stouty), mamy tam całą gamę fantazyjnych odmian Stoutów i piw w stylu IPA, ale np. Lambiki dzielą się na: Lambik, Geuze i Faro, a niektóre inne kategorie są tak ogólne jak się tylko da (np. Gluten Free). Do tego próżno tam szukać opisów poszczególnych kategorii.

Poniżej przedstawiam klasyfikacje stoutów według Ratebeer i Untappd:

untappdratebeer

 

Czytaj dalej „Imperialny Stout to nie RIS? Czyli nie kończąca się opowiść”

Trochę dociekliwości

Całkiem niedawno Jerry popełnił felieton o tzw. BJCP nazi. W dyskusji jaką się rozpętała pod tym postem zostałem, trochę dla zgrywu, okrzyknięty takim właśnie osobnikiem. Szczerze to uważam że problem nie leży w tym że ktoś zbyt poważnie podchodzi do opisów BJCP/PSPD, a raczej w tym że wyrosło nam nagle strasznie dużo „ekspertów” piwnych posiadających bardzo pobieżną wiedzę na temat piwnego świata i zbyt wysokie o niej mniemanie.

Drażni mnie strasznie gdy ludzie którzy dopiero co zaczęli swoją przygodę z piwem rzemieślniczym – wypili już trochę IP-SRIP, oglądali trochę Kopyra, Docenta czy innych znanych piwnych blogerów, a już uważają się za ekspertów i to nie tylko wśród własnych znajomych. Owszem, pewnie każdy z nas na początku swojej piwnej drogi również trochę gwiazdorzył. Mi do dziś zdarza się planąć jakaś gafę w dyskusjach na tematy technologi warzenia piwa w browarze (w końcu praktykę mam tylko w domu), ale za każdym razem kiedy ktoś wykaże mi niewiedzę staram się zgłębić temat, zamiast obstawać głupio przy swoim. Czytaj dalej „Trochę dociekliwości”

Piwo z herbatą

Połączenie piwa z herbatą w tym sezonie na naszym rynku przeżywa swój rozkwit. Jest to jedno z tych połączeń, które prędzej czy później same się nasuną (historię warzenia piwa z użyciem herbaty w USA możecie znaleźć tutaj, trochę innych informacji tu, a rozważania rodzimych piwowarów domowych tu i tu).

Świat herbaty jest światem bardzo bogatym. Światem porównywalnym ze światem piwa lub nawet bogatszym – w końcu oba napoję mają równie długą tradycję. Znajdziemy w nim ogromną ilość aromatów pochodzących zarówno z samej herbaty jako rośliny, jak i z procesów jakim została ona poddana (i mowa tu zarówno o różnych sposobach przygotowywania liści, czyli fermentowaniu/zatrzymywaniu fermentacji suszeniu, jaki i dodatkowych procesach takich jak  wędzenie czy kiszenie). Podstawową cechą herbaty jest charakterystyczna goryczka, ma ona dwojakie pochodzenie. Jej źródłem jest z jednej strony teina – herbaciany analog kofeiny, a z drugiej strony garbniki czyli substancje o gorzkim smaku i właściwościach ściągających. To, które z tych substancji odegrają w naparze większą rolę zależy od czasu i temperatury parzenia herbaty. Należy pamiętać, że zbyt wysoka ilość garbników, odpowiedzialnych za nieprzyjemną ściągającą goryczkę, może skutecznie zabić pijalność gotowego napoju. Pewnie wiecie, jak smakuje herbata pozostawiona z torebką na cały dzień. Natomiast, jeśli chodzi o piwo jako przykład mogę podać witbiera z herbatą i goździkami (kolejnym składnikiem, z którym trzeba bardzo uważać), który degustowałem w ramach Warszawskich Bitew Piwnych. Piwo to najpierw przytłaczało fenolowymi aromatami pochodzącymi głównie od goździków, a potem pozostawiał w ustach zalegającą, ściągającą goryczkę. Ponieważ tak jak parząc herbatę na różne sposoby możemy osiągnąć napary lekkie i aromatyczne lub ekstraktywne, gorzkie i garbnikowe, tak poprzez różne sposoby dodania herbaty (gdzie znów kluczowy będzie czas i temperatura ekstrakcji) możemy uzyskać różny wpływ na bukiet piwa. Im dłuższy czas i temperatura ekstrakcji, tym do piwa przejdzie więcej związków aromatycznych ale też i garbników. Czytaj dalej „Piwo z herbatą”

Rosanke czyli Warmiński Saison

Jak już pisałem mam zajoba na punkcie piw historycznych, dla tego z wypiekami na twarzy oczekiwałem premiery nowego piwa z Kormorana. Niestety dystrybucja coś im zawiodła i mimo informacji że piwo trafiło do sklepów tuż przed majówką, spróbowałem go dopiero tydzień po niej – pomimo iż spędziłem ją na Warmii, a miejscowy sklep miał na półkach całe portfolio Browaru Kormoran.

Solipiwko-Widawa Młocka

Nie było to pierwsze piwo w tym stylu którego próbowałem. Przeszło rok temu trafiłem w PiwPawiu na Młóckę od kooperacji Widawa i Solipiwko. Niestety nie wiele z tamtej degustacji wyniosłem bo i nie wiedziałem zupełnie czego się spodziewać. Styl ten wtedy nic mi zupełnie nie mówił, a obsługa Pawia udzieliła mi informacji w typowy dla nich sposób czyli jak z tym że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody. Tylko że nie w Moskwie, lecz w Leningradzie, i nie na Placu Czerwonym, a na Placu Rewolucji, i nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną. Tak więc dowiedziałem się że jest to śląskie piwo warzone na dożynki chmielowe. Pamiętam że było mocno słodowe, cieliste z wyraźną chmielową ziołowością i lekką goryczką oraz że mi smakowało. Czytaj dalej „Rosanke czyli Warmiński Saison”

II Warszawski Festiwal Piwa

Tak to w życiu czasem bywa, że jeśli jedna z ważniejszych piwnych imprez odbywa się w twoim rodzinnym mieście i już myślisz, że tym razem wreszcie nic nie przegapisz, to okazuje się, że w tym samym czasie masz ślub dobrego kumpla w Szczecinie. Tak wiec na tej edycji musiałem odmówić pomocy przy organizacji strefy piwowara domowego, ominąć wszystkie wykłady (a sądząc po liście było wiele takich, które bardzo by mnie interesowały), a nawet nie upolować najbardziej wyczekiwanych piw. Cóż – życie. Ten wpis zatem będzie relacją tylko z pierwszego dnia festiwalu, do tego zakończonego przez nas niezbyt późno, by udało nam się jeszcze złapać nocny pociąg do Szczecina.

Festiwal zaczęliśmy, jak wiele innych osób od stania w korkach, a raczej czekania na nienadjeżdżający autobus… i kolejny… i kolejny… Po pewnym czasie dołączył do nas Kowal ze Smaków Piwa i wspólnie postanowiliśmy olać czekanie i iść na piechotę z Koszykowej. Nie wiem co było bezpośrednią przyczyną korków, ale w tym momencie ostatnią rzeczą jakiej potrzebowała stolica była „masa kretyniczna”. Jako rowerzysta będę powtarzał do znudzenia: Nie wiem na co liczycie organizując ten event, ale jedyne co osiągacie to eskalacja konfliktu miedzy cyklistami, a reszta społeczeństwa, oraz podziały wśród samych rowerzystów. Czytaj dalej „II Warszawski Festiwal Piwa”

Beer Geek Madness 2

465

Jako, że nie mogłem odżałować nieobecności na pierwszej edycji, na drugiej nie mogło nas zabraknąć. Muszę przyznać, że sama impreza przerosła moje oczekiwania. Był to festiwal, na którym bawiłem się jak na razie najlepiej. Organizatorzy spisali się na medal i nie powtórzyli ani wpadek, od których ponoć nie była wolna pierwsza edycja, jak i błędów konkurencji. Na imprezę dotarliśmy sprawnie mimo, że ciągnęło na nią pół miasta, na czele ze szczecińską ekipą piwowarską, którą spotkaliśmy już na zwiedzaniu Browaru Stu Mostów koło południa, i która umilała nam (i całemu tramwajowi) drogę przyśpiewkami i głośnymi dowcipami. Na szczęście zastane na miejscu kolejki rozpłynęły się praktycznie momentalnie (zarówno ta po zestawy jak i dłuższa po wejściówki). System działał tu bardzo sprawnie. Zaraz po wejściu okazało się, że w środku nie ma spodziewanego ścisku (który pojawił się dopiero przy wydawaniu piw The Alchemist). Jeśli chodzi o piwo to lało się ono wartkim strumieniem już od początku imprezy. Sprawnie manewrując między poziomami udało nam się  spróbować wszystkich premier bez stania w kolejce dłużej niż kilka minut.

470 468

Z dodatkowych atrakcji należy pochwalić inicjatywę sceny alternatywnej, na której zagrał znany mi już z koncertu Corruption przed dziesięciu laty, Elvis Deluxe. Chłopaki nie próżnowali przez tą dekadę dzięki czemu uraczyli nas solidną dawką gitarowej rzezi prosto z serca pustyń Arizony. Co ciekawe Stoner Rock cieszy się popularnością przede wszystkim wśród warszawskich beergeeków i to ich głównie można było spotkać pod sceną (inna rzecz, że zespół też był stołeczny). Kolejną miłą niespodzianką była degustacja domowych piw z browaru Piwny Ul (bardzo przez nas cenionego od czasu Birofilii) będącą uzupełnieniem wykładu Pawła Piłata. Szkoda tylko, że została ona zorganizowana na ostatnia chwilę i prezentowane piwa polewane były czasem z obskurnych butelek z odstającymi resztkami starych etykietek. Niestety tak to bywa gdy nie ma się czasu na przygotowanie piwa do degustacji. Piwa były bardzo smaczne i dobrze obrazowały tezę Pawła, że z polskich chmieli można uzyskać naprawdę oryginalne aromaty (truskawki, poziomki, agrest,mięta…). My skosztowaliśmy piw Single Hop Izabella i Trzy Baby IPA. Polewane było też IPA z pieprzem i Izabellą od piwowarów z Lublina (niestety nie zapamiętałem nazwy).

467 Czytaj dalej „Beer Geek Madness 2”

Wielki Test Porterów Bałtyckich

Wczoraj miał miejsce Wielki Test Porterów Bałtyckich zorganizowany przez chłopaków z bloga Piwo i Cydr pod egidą PSPD. Odbył się on w pracowni artystycznej Blok Żab, znanej już niektórym ze szkoleń sensorycznych. Brało w nim udział 14 certyfikowanych sędziów PSPD, którzy oceniali 13 ogólnodostępnych porterów bałtyckich. Planowano ocenianie 14, ale porter z Krajana okazał się nieosiągalny.

Mnie jako sędziego mocno zdziwił żenująco niski poziom większości ocenianych piw. Właściwie jeszcze przed podaniem wyników wiedziałem, które z ocenianych próbek załapią się na podium. I jak się okazało nie pomyliłem się. Nie widać tego może po średniej, ale te trzy piwa jako jedyne posiadały aromaty będące wyróżnikami stylu i jednocześnie nie posiadały wyraźnych wad. A wad trafiło się sporo. Była autoliza, aldehyd, mokry karton i powtarzająca się nadmierna, gryząca paloność. Drugim zdziwieniem dla mnie był fenomenalny wprost aromat Porteru Jurajskiego. Po opiniach znajomych blogerów-sensoryków spodziewałem się superpozycji wszelkich możliwych wad, natomiast to co piliśmy miało fantastyczny estrowo-chmielowy smak i przyjemny estrowy aromat. I mimo, że piwo dzięki zastosowaniu amerykańskich chmieli wykraczało poza oceniany styl, było na tyle ułożone i pijalne, że wszyscy (nawet najbardziej ortodoksyjni sędziowie) byli pod jego wrażeniem. Typowaliśmy na początku (nie wiedząc jeszcze jakie piwa weszły do ocenianej puli) że może to być stara warka Imperatora Bałtyckiego. Nie mniej z zakupem na leżakowanie poczekam do następnej partii, żeby mieć pewność, że do piwniczki trafią dobre egzemplarze.

Warty odnotowania jest też fakt, że wyroby BRJ zajęły pierwsze miejsce zarówno od początku jak i końca listy.

Test w porównaniu z jego pierwszą edycją przeprowadzoną mniej oficjalnie przez chłopaków z Piwo i Cydr w Siedlcach pokazał również problem jakim jest powtarzalność warek. Piwa oceniane wtedy bardzo dobrze zajmowały teraz miejsca w końcu stawki i na odwrót.

A tak przedstawiają się wyniki:

1. Ciechan Porter 37,5 pkt
2. Porter Jurajski 36,0
3. Porter Łódzki 32,4
Porter Warmiński Kormoran 32,1
Okocim Porter 30,5
Komes Porter Fortuna 28,4
Perła Porter 28,1
Grand Imperial Porter Amber 25,2
Cornelius Porter 21,0
Żywiec Porter 20,0
Porter Witnicki 19,0
Porter Raciborski 18,1
Lwówek Porter 15,6

Randall – co to za zwierzak?

Prawdopodobnie wielu z was widziało Randalla (czyli urządzenie o nazwie Randall The Enamel Animal) w akcji, albo nawet piło ulepszone za jego pomocą piwo. W stolicy według mojej wiedzy spotkać można już trzy takie urządzenia (w Sketchu, 1/3 i Szyszce Chmielu), w Krakowie kojarzę jedno (w Strefie Piwa), we Wrocławiu kolejne dwa (w ZUP i Kontynuacji). Spotkać go można tez na piwnych festiwalach. Ale czym on właściwie jest? Sam Calagione właściciel browaru Dogfish Head posiadającego prawa do jego patentu wyraża się o nim tak: Randall is basically a glorified pool filter. Na dobrą sprawę pierwsza wersja Randalla właśnie tym była. Był to filtr dodatkowo napełniony chmielem dający piwom bonusowego aromatycznego kopa. Randall został skonstruowany i opatentowany w 2002 r. na imprezę zwaną The Lupulin Slam.Randall_Enamel_Animal.preview Po tym debiucie beer geeki i piwowarzy zaczęli pytać Dogfisha czy mogą zbudować takie urządzenie dla nich. Tak też się stało i dziś mamy możliwość nabycia już trzeciej, ulepszonej wersji Randalla. Wersja ta została zaprojektowana przez naczelnego inżyniera Dogfisha niejakiego Grega w latach 2010-2012. Greg miał za zadanie ograniczyć tworzenie się piany w Randallu, ale poprawił także kilka innych rzeczy. W międzyczasie na rynku pojawiły się też inne podobne urządzenia (np. Hop Rocket), a piwosze majsterkowicze zaczęli tworzyć swoje konstrukcje z różnego rodzaju gotowych filtrów czy nawet słoików.

Producent opisuje poprawki w 3 wersji Randalla w następujący sposób:

  • Beer enters the infusing chamber from the bottom, maximizing beer-hop contact and forcing foamy beer to exit at the top.
  • Automatic chamber vents eliminate vapor-locking and maximize beer-hops contact.
  • „Defoaming” chamber provides both space and time for foamy beer to settle.
  • Adjustable faucet balances between different beer types or short-draw/long-draw draft systems.
  • Ice chamber keeps beer cold between pours.
  • Draft dispensing components eliminate those unexpected beer showers.

Randall_3.preview

Czyli jak to działa? Piwo wpływa od dołu, przechodzi przez chmiel, przy czym spienia się. Wydzielony gaz ulatuje górą, a piwo spływa z góry na dół (jednocześnie będąc filtrowane) i wpływa do kolejnej komory w której znów podróżuje w ten sam sposób powoli się odpieniając (tutaj też gaz ulatuje górą). Komora ta umieszczona jest wewnątrz komory z lodem, która utrzymuje pozostające w wewnętrznej komorze piwo zimne i ochładza piwo płynące z poprzedniej komory. Na końcu znajduje się regulowany kurek nalewaka.

Oczywiście do Randalla można dodać innych rzeczy niż chmiel, takich jak przyprawy, owoce , suszone mięso… co tylko podpowie wyobraźnia. Należy jednak uważać bo łatwo przesadzić. Barman ze Sktchu powiedział mi że dobranie odpowiedniej (nie zabijającej całego aromatu piwa i innych użytych przypraw) ilości goździków zajęło im około trzech prób.

P.S. Oba zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Dogfish Head.

Sahti – (ś)Fińskie Piwo

Mój pierwszy kontakt z tym stylem miał miejsce w 2012 r. Co nie jest dziwne, bo w tym właśnie roku Pinta postanowiła zaprezentować swoją interpretację tego stylu polskim piwoszom. Nie dotarłem jednak na premierę w Gorączce Złota, na której serwowano piwo z wiadra za pomocą chochli. Wypiłem je, jak sugeruje nazwa, na koniec świata (który jednak nie nastąpił). Wtedy, to piwo bardzo mi smakowało, a i otoczka, że jest to historyczny styl, działała na wyobraźnie kogoś, kto zamiast realizować swoje marzenia jako archeolog został inżynierem.

Dzięki Pincie podstawowe informacje o Sahti znane są już naszym piwoszom. Pozwolę sobie je tutaj przytoczyć i trochę uzupełnić o informacje, których jeszcze w polskojęzycznym internecie nie widziałem. Michael Jackson (ten od piwa) określił sahti jako only primitive beer to survive in Western Europe i niestety, jest to prawda. Inne tradycyjne, historyczne piwa takie jak nasze jopejskie, wrocławskie barany czy wszelkiej maści gruity przepadły w mrokach dziejów i dopiero teraz zaczęto pracować nad ich odtwarzaniem. Sahti zostało obszernie opisane w Fińskim narodowym poemacie Kalevala pochodzącym z XIX wieku. Pierwsza pisemna wzmianka o piwie na terenach Finlandii jest datowana na 1366 r. Badania archeologiczne jednak sugerują, że piwo to było znane już wikingom. Na wraku jednej z ich łodzi znaleziono bowiem beczki, których zawartością według badań mogło być właśnie sahti. W XVI wieku sahti stało się ważnym towarem eksportowym. Szczególnie ceniono je w Szwecji, ale eksportowane było również n.p. do Niemiec.

Tradycyjnie warzone było głównie ze słodu jęczmiennego, dopiero w późniejszym okresie zaczęto stosować żyto i inne zboża. W różnych regionach stosowano różne kombinacje słodów oraz innych dodatków takich jak maliny. Obecnie najczęściej stosuje się zasyp składający się z 80-90% słodu pilzneńskiego, 5-10% słodu enzymatycznego (podobno ma to na celu poprawienie konwersji, która jest niska ze względu na prymitywny sprzęt) i do 10% słodu ciemnego żytniego lub karmelowego (ewentualnie słodu typu crystal). Czasem stosuje się też niesłodowaną pszenicę. Zacieranie odbywało się metodą infuzyjną sterowaną temperaturowo. Zwiększenie temperatury uzyskiwano poprzez dolewanie wrzątku, bądź wrzucanie gorących kamieni. Co ciekawe, brzeczki nie gotowano – co najwyżej podgrzewano również za pomocą gorących kamieni wrzucanych na etapie filtracji. Brzeczkę filtrowano poprzez specjalne drewniane koryto wyłożone gałęziami jałowca zwane kuurna. Używano gałęzi jałowca wraz z owocami nadającymi sahti charakterystyczny smak. W XIV wieku zaczęto również stosować chmiel dodawany w trakcie filtracji. Jednak dodawane ilości były zbyt małe by wnieść aromat wybijający się na tle jałowca, a o goryczce, w sytuacji, gdy nachmielona brzeczka nie jest gotowana, nie może być mowy. Możliwe, że dodawany był ze względu na jego właściwości antyseptyczne mimo, że jałowiec również je posiada, ale najprawdopodobniej tylko ze względu na trend panujący w całej Europie. Dziś jest to kwestia tradycji w niektórych regionach. W Finlandii tak jak w wielu innych krajach praktykowano robienie odrębnego słabszego piwa z wysłodzin. Było ono spożywane przez kobiety i księży, natomiast mocne sahti spożywali mężczyźni. Do fermentacji używane są tradycyjnie drożdże piekarnicze. W czasach, zanim wiedza o drożdżach stała się powszechna, sahti (tak jak inne piwa na całym świecie) magicznie fermentowało „samo” zyskując często kwaskowaty posmak. Sahti tradycyjnie fermentuje w temperaturze pokojowej przez około dwie doby, a potem przenoszone jest w chłodniejsze miejsce. Nie jest rzadkością niewygrzewanie zacieru i niegotowanie brzeczki w celu pozostawienia aktywnych enzymów w czasie fermentacji, co zwiększa odfermentowanie (może temu ma również służyć dodanie słodu enzymatycznego). Zgodnie z tradycją sahti spożywane było prosto z fermentora, polewane do drewnianych kufli. Oczywiście, zgodnie z tradycją warzone jest ono w domach. Browary musiały dostosować technologię produkcji do współczesnych wymogów (np. gotowanie brzeczki celem jej wyjałowienia). Czytaj dalej „Sahti – (ś)Fińskie Piwo”