Birra Artigianale w Toskanii i Umbrii

O tym że Włochy kraftem stoją słyszał pewnie każdy beergeek, natomiast dla osób nieobeznanych z tematem fakt że w kraju słynącym z wina robi się także wspaniałe piwa zwykle bywa zaskoczeniem. Niestety nawet ci którzy są w temacie piwa dobrze poinformowani z Włoskiego kraftu znają przeważnie głównie Birra Baladin i te kilka  browarów które przewinęły się przez WFP. Zanim wyjechaliśmy do Toskanii przewertowałem grupy dla beergeeków i jedyną rozsądną radą jaką uzyskałem od ludzi którzy we Włoszech faktycznie kraftu próbowali było: „Nie napalaj się na konkretny browar – pij co lokalne” i rada ta okazał się esencją mojej pogoni za kraftem w Toskanii – krainie wina, ale też świetnego piwa. Jeszcze przed dotarciem do tego regionu w czasie postoju w Bolonii miałem okazję doświadczyć jak dziwnym rynkiem dla piw rzemieślniczych są Włochy. To że znalazłem birra artigianale w kawiarni z kawą speciality bardzo mnie nie zdziwiło, dziwne było to że przypadkiem wpadłem na coś co wyglądało jak sklep specjalistyczny w którym jednakże zakupy robiło się poprzez sąsiadującą z nim lodziarnię za pomocą (jak się okazało i tak nieaktualnej) niezbyt obszernej karty piw…

Czytaj dalej „Birra Artigianale w Toskanii i Umbrii”

Dni otwarte słodowni Viking Malt

W tym tygodniu miały miejsce dni otwarte w polskich słodowniach należących do grupy Viking Malt. W ramach cyklu Akademia Słodów chętni mogli zwiedzić najpierw słodownię w Sierpcu (relację z jej zwiedzania możecie znaleźć na blogu Kilka słów o piwie) produkującą słody podstawowe, a później słodownię w Strzegomiu która produkuje głównie słody specjalne. Ja wybrałem się na drugą z wycieczek myśląc że z racji na profil produkcji Strzegomska słodownia będzie dużo ciekawsza. Jednak po zobaczeniu relacji z Sierpca zacząłem żałować że nie wybrałem się na obydwie wycieczki.

To co jest najpiękniejsze w Strzegomiu to fakt że łączy się tu tradycję z nowoczesnością. Słodownia bowiem powstała w 1896 roku. Mieści się ona w pięknym zabytkowym budynku, w którym pracuje wiele jeszcze przedwojennych sprzętów, unowocześnionych jednak tak by spełniały współczesne standardy. Za budynkiem znajdują się ogromne silosy służące za magazyny ziarna oraz słodu zarówno na potrzeby własne jak i dla siostrzanej słodowni w Sierpcu (ziarno). Wewnątrz budynku znajduje się również silosy betonowe.

Słodownia posiada własną stację uzdatniania wody pozwalającą odzyskiwać wodę procesową.

IMG_4935

Jedną z najnowszych inwestycji słodowni jest nowoczesna wędzarka pozwalająca jednorazowo uwędzić 250kg słodu.

W słodowni słoduje się jęczmień jary, ozimy, ekologiczny oraz żyto i pszenicę. Wędzone są tu również słody z jęczmienia typu Null-Lox (specjalna odmiana o nazwie Cheers, o zwiększonej trwałości aromatów, oraz posiadająca mniej prekursorów DMS) produkowane w Sierpcu.

Proces rozpoczyna się w specjalnych kadziach w których ziarno jest namaczane. Nad kadzią zainstalowany jest zraszacz, a pod nią wentylator odsysający dwutlenek węgla powstający kiedy ziarno „zaczyna” się budzić.

IMG_4936

Po osiągnięciu właściwej wilgotności ziarno trafia do Bębnów Gallanda. Bębny te pozwalają na regulowanie temperatury, napowietrzanie/wentylację oraz  poruszanie ziarnem w celu zapewnienia jednakowych warunków kiełkowania. Bębny te są oryginalnymi bębnami które stosowali tutaj jeszcze Niemcy jednak zostały one w pełni zautomatyzowane. Problemów nastręcza natomiast ich mycie ponieważ nie mają one zainstalowanego systemu CIP i odbywa się ono ręcznie. Rozwiązanie to jest sporą ciekawostką techniczną ponieważ już niewiele słodowni z niego korzysta – większość używa nowocześniejszych Skrzyń Saladina (tak jak słodownia w Sierpcu). Słodownia posiada szesnaście Bębnów Gallanda każdy mogący pomieścić około 16ton zielonego słodu.

Następnie kiedy zielony słód osiągnie odpowiednie parametry trafia on albo na suszarnie (słody jasne oraz palone), albo od razu na palarnie (słody karmelowe). Słody prażone trafiają na palarnię po wysuszeniu. W Strzegomskiej słodowni produkowane są również prażone ziarna niesłodowane.

Kiełki oddzielone mechanicznie od słodów jasnych sprzedawane są na paszę dla zwierząt, natomiast kiełki oddzielone od słodów ciemnych wykorzystywane są do produkcji nawozów i pelletów opałowych.

Gotowy słód przed opuszczeniem słodowni musi trafić do laboratorium gdzie sprawdzane jest czy uzyskał on odpowiednie parametry. Do laboratorium trafia również ziarno z silosów oraz już procesowane żeby sprawdzi czy kolejne etapy produkcji przebiegają właściwie. W sezonie natomiast jęczmień badany jest również od razu przy odbiorze w specjalnie postawionej do tego celu malutkiej stacji.

IMG_4958

Za możliwość zwiedzenia słodowni i poznania procesu produkcji słodu chciałbym podziękować Pawłowi Leszczyńskiemu, Pani Monice Marszyckiej, Kierownikowi słodowni – Pani Bożenie Rysiukiewicz która była również naszym przewodnikiem, oraz pozostałym pracownikom słodowni.

Kveik, jałowiec i Farmhouse Ales

Temat tzw. „piw folwarcznych” (ang. Farmhouse Ales) do niedawna był czymś prawie całkowicie nieznanym i kojarzył się wyłącznie z belgijskim saisonem. W ostatnich kilku latach natomiast piwa te zaczęły przeżywać swój renesans praktycznie na całym świecie. Zanim przejdę do kveików, Larsa i norweskiego maltøl postaram się pokrótce scharakteryzować fenomen jakim są „piwa folwarczne” by pokazać że jest to zjawisko ogólnoeuropejskie (o ile nie światowe) a nie ograniczające się do Norwegii czy Skandynawii. Czytaj dalej „Kveik, jałowiec i Farmhouse Ales”

Autoliza to nie mit

img_4679

Zdarzyło mi się kiedyś (gdy nie byłem jeszcze sędzią piwnym ani nawet beergeekiem) pić piwo smakujące jak pasztet. Pamiętam że wywarło to na mnie wtedy ogromne wrażenie.

Dziś gdy czytam opinie w stylu „autoliza to mit” za każdym razem przed oczami staje mi to właśnie piwo oraz 3 moje domowe warki w których również udało mi się dorobić autolizy choć nie aż tak spektakularnej.

Zatem autoliza to nie mit. Owszem dla profesjonalisty to coś co się raczej nie zdarza, jednak dla początkującego piwowara domowego, albo browaru regionalnego bez doświadczonej załogi to coś bardzo prawdopodobnego. Czytaj dalej „Autoliza to nie mit”

Chmielobranie 2016

W tym roku w końcu udało nam się wybrać do Karczmisk na zbiory u Cesarza Polskiego Chmielu. Trzeba przyznać takiej wielkości chmielniki robią fenomenalne wrażenie. Ale nie tylko piękne widoki i wieczorne afterparty jest powodem żeby odwiedzić tą imprezę. Przede wszystkim jest to świetna okazja by poszerzyć swoją widzę o chmielu jego uprawie i zbiorach oraz powąchać jak różne odmiany pachną jeszcze na krzaku.

Za resztę relacji niech robi galeria, a ja zapraszam was na przyszłoroczną edycję imprezy która pewnie będzie jeszcze bardziej huczna, a nie wykluczone że z czasem przerodzi się w pełnoprawny festiwal czego organizatorom, wam i sobie życzę.

Góry Sowie browerowo cz.1 – Pałac i browar Jedlinka

IMG_2108 W zeszłym roku w Góry Sowie oprócz kompleksu Riese przyciągnęła nas również odradzająca się na Dolnym Śląsku tradycja piwowarska. W ciągu ostatnich dwóch lat, w miejscach niegdyś słynących z produkcji dobrego piwa zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu browary rzemieślnicze. Co prawda żaden z nich nie funkcjonuje w zabytkowych zabudowaniach swojego poprzednika, jednak większość znajduje się vis a vis ruin. Postanowiłem sprawdzić ile warte są produkowane w tych miejscach piwa i czy są godnymi następcami legendarnych napojów z przed wojny. Niestety, tak jak nie udało nam się zwiedzić całego Riese, tak i z rozważanych pięciu browarów (Jedlinka, Miedzianka, Sobótka-Górka, Świdnica i czeski Broumov) i planowanych trzech, odwiedziliśmy raptem dwa (w tym ten czeski). Piwa z browaru w Miedziance udało nam się natomiast skosztować w Wałbrzychu (o czym będzie w jednym z kolejnych wpisów). Polskim browarem który udało nam się odwiedzić był Browar Jedlinka, wchodzący w skład Zespołu Pałacowego Jedlinka w Jedlinie-Zdrój.

Czytaj dalej „Góry Sowie browerowo cz.1 – Pałac i browar Jedlinka”

Praski tap crawl

Część tegorocznego urlopu przyszło nam spędzić w Pradze – mieście które już od dawna chciałem odwiedzić. To co mnie do niego ciągnęło to historyczne tajemnicze piwnice których to klimat zainspirował zespół Killing Joke do nagrania kawałka „Hosannas from the Basements of Hell”, piwiarnie rozsiane po całym mieście, wąskie urokliwe uliczki którymi można się włóczyć wieczorami czy wreszcie Most Karola na tle którego Vin Diesel uratował świat przed śmiertelnym wirusem surfując na bezzałogowej łodzi podwodnej. Jeśli chodzi o piwo postanowiłem jednak skupić się przede wszystkim na krafcie ponieważ desitek, pilsów i polotmavych opiłem się już kilka dni wcześniej w Cieszynie. Krótkie relacje z każdego odwiedzonego baru wrzucałem już co prawda na bieżąco na facebookowy fanpejdż, jednak mimo to postanowiłem napisać tekst podsumowujący naszą wycieczkę.

Do Pragi dotarliśmy chwilę po południu. Po wypakowaniu się z pociągu ruszyliśmy w stronę starego miasta gdzie wynajęliśmy apartament. Już w czasie tej niedługiej wędrówki minęliśmy multum piwiarni i pubów. Ja jednak miałem zawczasu sporządzoną listę lokali do których warto się udać czy to tylko na piwo, czy również (co było w tym momencie istotniejsze) na obiad. Za pomoc w przygotowaniu tej listy dziękuję naszym blogerom (Piwna Praha, Piwne Podróże, The Beervault) jak również użytkownikom jepiwki.

Czytaj dalej „Praski tap crawl”

New England IPA z czym to się pije

Wielu z was pewnie zauważyło że za oceanem narodziła się jakiś czas temu nowa piwna moda. Moda na tzw. New England IPA lub Northeast IPA jak kto woli, ewentualnie Vermont IPA. Wszystkie te określenia tyczą się mocno chmielonych mętnych piw. Jeśli śledzicie na instagramie beergeeków z za wielkiej wody to pewnie widzieliście już fotki różnych wyglądających jak błoto (ewentualnie budyń) potworków w tym stylu, albo nawet zauważyliście że moda na mętne piwo dotyka też i innych stylów. Piwa takie zaczynają też powoli pojawiać się i u nas także można się spodziewać że i do nas taka moda dotrze. Tutaj pozwolę sobie na komentarz że tak jak zawsze jeśli chodzi o modę możemy ślepo za nią podążać, co często kończy się dość groteskowo, lub zrozumieć o co w niej właściwie chodzi.

New England IPA wedle informacji dostępnych w internecie zapoczątkowane zostało przez znane u nas dobrze od czasu BGM II piwo Heady Topper z browaru the Alchemist. Piwo to specjalnie na tą imprezę dotarło do Polski możliwie jak najświeższe – dzięki czemu wielu beergeeków w tym i ja miało szansę spróbować prekursora tego dopiero tworzącego się stylu w stanie takim w jakim smakuje najlepiej. Ja swój wypiłem ze smakiem na rybach, prosto z puszki tak jak sugerował wytwórca. Nie spodziewałem się wtedy że to wygląd piwa na który wtedy nie zwróciłem zupełnie uwagi wywoła pół roku później tyle zainteresowania.

Skoro producent sugeruje picie piwa prosto z puszki (a jeszcze pisze na niej o tym że gdy piwo nie jest przelewane nie wzburza się osadu z dna – Tomek Kopyra już dawno mówił że tego nie kupuje, nie mniej taki właśnie napis na puszce widnieje) to chyba nie jest szczególnie dumny z jego wyglądu. Natomiast jakby nie patrzeć Heady Topperowi do niektórych potworków w stylu NE IPA jednak daleko.

Czym natomiast poza mętnością wyróżniał się Heady Topper co również  zostało wciągnięte w kanon tworzącego się stylu? Piwo było przede wszystkim pełniejsze niż typowe Wes Coast IPA. Zawdzięczało to użyciu innych drożdży – zbliżonych do brytyjskich. Drożdże te produkują więcej estrów (co też został wyróżnikiem „stylu”) niż typowe drożdże do IPA, odfermentowują płycej i gorzej opadają (trochę jak drożdże do weizena). Kolejną cechą charakterystyczną było bardzo silne chmielenie na aromat (co w wypadku obfitego chmielenia na zimno również może zmętniać piwo) odmianami nadającymi aromaty owoców tropikalnych i cytrusowych. Liczyła się też jakość goryczki (brak ściągania i zalegania). Heady Topper miał goryczkę jeszcze całkiem wysoką, jednak później przestała ona odgrywać istotną rolę w „stylu”. Ostatnią istotną różnicą była tekstura, piwo było nie tylko pełniejsze ale i gładsze. Taki efekt osiągnąć można np. przez dodatek pszenicy, żyta, bądź płatków owsianych – surowce te również wpływają na mętność (tak jak w weizenie). Heady Topper jako prototyp nie był pełnokrwistą NE IPĄ (wysoka goryczka  i  wcale nie aż tak wysoka pełnia) patrząc z perspektywy czasu  ale wspomniane jego cechy wyznaczyły kierunek w którym „styl” ten ewoluuje.

Czytaj dalej „New England IPA z czym to się pije”

Trzeci Zlot Cydrowników Autorskich

W miniony weekend odbyło się w Warszawie drugie w tym sezonie wydarzenie dedykowane bezpośrednio cydrom rzemieślniczym. Tak jak Cydr Machnina  odbyło się ono nad Wisłą. Na tym podobieństwa się jednak kończą. Cydr Machina miała formę pikniku oraz formułę bardziej nastawiona na ludzi spoza cydrowego światka, natomiast tutaj mieliśmy do czynienia ze zlotem środowiska cydrowniczego odbywającym się w oddzielonej od bulwarów ulicą (a nawet dwiema i to dużymi) restauracji. Sam zlot odbył się w sobotę, natomiast w niedzielę odbyła się impreza która składała się z trzech paneli degustacyjnych oraz bazarku cydrowego. Sam zlot branżowy to oczywiście bardzo cenna inicjatywa, natomiast jeśli chodzi o towarzyszącą mu imprezę to mam co do niej mieszane uczucia. Jeśli mam być szczery to uważam że powinna ona jednak być bardziej nastawiona na promowanie kultury cydrowej wśród ludzi nie mającej z nią styczności, ponieważ dobry cydr jest cały czas u nas postrzegany jako towar egzotyczny. Zatem jeśli branża ma się rozwijać, dobrze by było trafić z nim do nowych klientów. Tutaj natomiast do takich skierowany był wyłącznie bazarek cydrowy który nie oszukujmy się, wydawał się skromny nawet w porównaniu z kameralną Cydr Machiną czy stoiskami cydrowymi na ostatniej edycji Warszawskiego Festiwalu Piwa. To że profesjonalne degustacje i bazarek cydrowy to trochę za mało by przyciągnąć na wydarzenie świeżą krew zdaje się potwierdzać frekwencja na degustacji Piwo i cydr / Cydr i piwo – co łączy, a co dzieli? na którą dostaliśmy zaproszenie dzięki uprzejmości Tomasza Cydrolota  Piotrowskiego. Właściwie na degustacji znalazły się same znajome nam twarze plus kilka osób z branży winiarskiej/cydrowniczej. Inna rzecz że na frekwencje mogła mieć wpływ również dość późna promocja wydarzenia. Także, moim zdaniem przed kolejną edycją organizatorzy mogli by wziąć pod rozwagę dwie kwestie: po pierwsze czy forma dnia otwartego nie powinna zawierać również jakiś atrakcji dla ludzi jeszcze nie wciągniętych w świat cydru (wykłady, degustacje dla początkujących itp.), oraz czy nie warto zareklamować wydarzenia z większym wyprzedzaniem.

Trochę ponarzekałem, a teraz przejdźmy do pozytywów czyli samej degustacji. Degustacja została przygotowana bardzo profesjonalnie. Przed każdym z uczestników leżała karta cydrów i piw zawartych w panelu, dwa kieliszki oraz szklanka na wodę. Do dyspozycji grupy czterech osób było natomiast wiaderko na zlewki, karafka z wodą i talerzyk z macą. Czyli wszystko prawie jak na profesjonalnym konkursie piw. Degustację prowadzili Przemek Iwanek z bloga Piwo i Cydr, oraz Artur Napiórkowski z bloga Multitapcrawl (znany również z organizacji konkursów piwowarskich i działania w zarządzie PSPD) do spółki z Cydrolotem. Same piwa i cydry zostały dobrane w pary na zasadzie pewnych podobieństw.wp-1466403800554.jpg Czytaj dalej „Trzeci Zlot Cydrowników Autorskich”

Kilka słów o chmielu – Cz.1 Goryczka

O chmielu powiedziano i napisano już bardzo dużo – jest on w końcu symbolem piwnej rewolucji. Są jednak pewne kwestie które (przynajmniej w polskiej piwnej blogsferze) są rzadko poruszane. W tej serii wpisów postaram się skupić właśnie na nich.

Szlachetna czyli jaka?

Każdy z was na pewno słyszał w reklamach piwa lub czytał na „kontrze” w tzw. „morskich opowieściach” o szlachetnej goryczce. Określenie to bardzo ładnie brzmi z marketingowego punktu widzenia, ale co właściwie oznacza? Tak naprawdę to oznacza taką zwykłą chmielową goryczkę – krótką i intensywną. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za chmielową goryczkę jak pewnie wiecie są alfa-kwasy (podstawowy parametr każdego chmielu). Im więcej „alfa” tym goryczka będzie wyższa (więcej tak lubianego ostatnio IBU). Wielu za was (pewnie większość która sama nie warzy) nie miała jednak zbyt dużych szans spotkać się z taką prawdziwą szlachetną goryczką. Czemu? Bo nasze koncerniaki i międzynarodowe marki eurolagerów są jej raczej pozbawione (goryczka jest w nich marginalna), a piwa „kraftowe” zazwyczaj dowalone są chmielem na zimno przez co dominuje w nich inny rodzaj goryczki (o czym zaraz). Także jeśli chcecie dowiedzieć się jaka goryczka jest szlachetna najlepiej sięgnijcie po goryczkowe pilsy z Czech lub Niemiec albo uwarzcie takie piwo samemu.

Warto też dodać że alfa-kwasy tak samo jak związki aromatyczne wraz ze starzeniem chmielu ulegają rozpadowi, stąd niezbyt wysoka goryczka w lambikach i piwie grodziskim do których tradycyjnie do kadzi sypano duże ilości starego chmielu żeby zabezpieczyć je przed bakteriami (lub spowolnić ich rozwój).

Czytaj dalej „Kilka słów o chmielu – Cz.1 Goryczka”